Nie pamiętam, kto powiedział mi o nowennie pompejańskiej. Natomiast pamiętam, że tą nowenną modliła się moja Mama i modli się nią moja Ciocia. Ich modlitewna wytrwałość i moja świadomość tejże wyryły w mojej duszy, sercu i pamięci ślad, który z pewnością miał udział w tym, że sama podjęłam się tej modlitwy.
Na początku powiem świadectwo w imieniu mojej Mamy, która z powodu swojej śmierci nie może już podzielić się z Wami tym, czym podzieliła się ze mną: że za nikogo nie modliła się tak dużo, jak za mnie. Jeszcze, zanim się urodziłam, powierzyła mnie Matce Bożej i nieraz, kiedy byłam dzieckiem, zabierała mnie na nabożeństwa majowe i czerwcowe. Siadałyśmy wtedy w kościele przy obrazie Matki Bożej. Bywało, że sama modliłam się potem przed przydrożnymi kapliczkami. Lata późniejsze były latami wielkich turbulencji życiowych, pod wpływem których przeszłam przez utratę wiary, powrót do niej, rozpad więzi z moją Mamą i odbudowywanie jej na nowo. Ból, jaki wiązał się z długotrwałym brakiem kontaktu z Mamą był dla mnie doświadczeniem piekła na ziemi i przynosił nieznośne poczucie utraty macierzyńskiego błogosławieństwa i macierzyńskiej obecności.
Właśnie w takim ciemnym okresie mojego życia cicho, łagodnie i niemal niezauważalnie wkroczyła ze swoim macierzyństwem Maryja. Pomimo dziecięcych modlitw do Matki Bożej nie miałam z Nią wcześniej osobistej relacji, o więzi nie wspominając. A kiedy Ona wyszła ku mnie ze swoim matczynym przytuleniem zrozpaczonego i „osieroconego” dziecka, to było – po moim nawróceniu i doświadczeniu osobistej Obecności i Miłości Pana Boga – najlepszym, co mogło mnie spotkać. Miłość Maryi sprawiła, że poczułam i uwierzyłam, że jestem Jej ukochanym dzieckiem i któremu Ona towarzyszy bez względu na to, w jakim okresie życia się znajduję, w jakim stanie przebywam i czy moje serce jest otwarte na Dary Boże. Miłość Maryi dała mi siłę, aby przetrwać rozstanie z moją Mamą, a potem miłość Maryi doprowadziła do mojego pojednania z Mamą, z którą miałam potem relację piękniejszą, zdrowszą i bliższą, niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego, kiedy moja Mama przed śmiercią powiedziała mi, że za nikogo tyle się nie modliła, co za mnie, to rozumiem, ile bólu i troski mogło Ją to kosztować, i ile miłości miała dla mnie, i to miłości ukrzyżowanej.
Kiedy widzę, jak moja Ciocia modli się latami nowenną pompejańską, to widzę podobnie Jej miłość ukrzyżowaną, Jej ból i troskę o Jej dzieci. Widzę, jak i w Jej życiu Maryja jest obecna i pomaga na nowo odnawiać wiarę pośród zwątpień. Wierność mojej Cioci pomogła mi samej podjąć nowennę pompejańską, którą kilka dni temu ukończyłam. Mam nadzieję, że Matka Boża pomoże ocalić małżeństwo mojego Brata, w której to intencji się modliłam.
Wiele jest bólu w naszej rodzinie, wiele jest bólu we mnie, ale wiem jedno, że muszę być przyspawana, przyszyta do Serca Maryi, być w samym Jego Centrum, żeby nie zginąć i żeby na koniec znaleźć się w Centrum Najświętszego Serca Pana Jezusa, w którego Uroczystość piszę to świadectwo. Pomimo moich zwątpień, Maryjo, moja najlepsza na świecie Mamo, jesteś dla mnie po Panu Bogu, moim wszystkim i dziękuję Ci, że mnie zdobyłaś.