Początek tego roku był dla mnie bardzo ciężki – mój mąż wyprowadził się ode mnie, oświadczając mi, że już nic do mnie nie czuje. Na początku jeszcze utrzymywaliśmy jakiś kontakt, ciągle wierzyłam i miałam nadzieję, że jeszcze do mnie wróci. Ale to się nie wydarzało.
Wtedy przypomniałam sobie, jak moja bratanica odmawiała kiedyś nowennę pompejańską. Zaczęłam więc szukać w Internecie jak ją odmawiać – i poczułam przerażenie – to aż 54 dni z całym różańcem. Stwierdziłam, że to nie dla mnie, że z moim słomianym zapałem na pewno nie podołam.
Po powrocie ze Świąt Wielkanocnych z mojego domu rodzinnego, czułam jak coraz bardziej pogrążam się w rozpaczy i beznadziei. Nie miałam na nic siły, rano ciężko było wstać z łóżka, w pracy nie byłam w stanie nic zrobić, a byłam w trakcie ważnego projektu. Po pracy – leżenie na kanapie i patrzenie w sufit. Jeszcze raz wróciłam myślami do nowenny pompejańskiej i trafiłam na piękne świadectwa – podjęłam decyzję, że spróbuję, przecież nie mam nic do stracenia. Wyznaczyłam sobie datę startu na maj, po długim weekendzie majowym, bo miałam wyjazd ze znajomymi. Ale w 3. Niedzielę Wielkanocną, a więc jeszcze w kwietniu, poczułam impuls – coś lub ktoś kazał mi nie czekać i zacząć już teraz. A jeśli przez wyjazd nie uda się kontynuować – przecież zawsze można zacząć od nowa. I tak zaczęło się moje nowe życie – z odmawianą codziennie nowenną pompejańską.
Jak nietrudno się domyślić – swoją pierwszą nowennę pompejańską odmówiłam w intencji o nawrócenie mojego męża. Jedyne co mogłam wtedy i nadal robić to tylko się modlić i zawierzyć swoje życie i moje małżeństwo Panu Bogu i poddać się Jego planom. Nie wiem jakie skutki dla mojego męża przyniosła moja modlitwa, bo mamy bardzo ograniczony kontakt, ale wiem jakie przyniosła mi. Prosiłam o nawrócenie mojego męża, ale Pan Bóg najwidoczniej uznał, że najpierw ja potrzebuję odnowić swoją relację z Nim oraz zapanować nad chaosem w moim życiu.
Od kiedy zaczęłam modlić się nowenną pompejańską czuję, że bardziej skupiam się na Mszy Świętej, wsłuchuję się w to, co do powiedzenia ma mi Pan Bóg. Regularnie uczestniczę we Mszy Świętej i przystępuję do spowiedzi i Komunii Świętej. Dawniej miałam z tym problemy. Kiedy przychodziła Niedziela, tylko szukałam wymówek, żeby nie iść do Kościoła. I je znajdowałam. Potem już nawet ich nie szukałam i po prostu przestałam chodzić. Pojawiałam się na Mszy Świętej raz na jakiś czas, zazwyczaj sama, bo mój mąż mówił, że nie ma takiej potrzeby.
W tym roku, po raz pierwszy od 15 lat uczestniczyłam w procesji w Bożego Ciała. Dawniej unikałam mszy, po której była procesja i wybierałam taką, oby tylko potem nie musieć iść na procesję. Kiedyś problemem było dla mnie zachowanie postu w piątek. Dzisiaj to żaden problem, żeby w ten dzień powstrzymać się od spożywania mięsa. Dodatkowo czuję jak modlitwa nowenną pompejańską pomaga mi w pracy. Aktualnie mam nawał obowiązków, duży projekt, dużo zadań. Jeszcze trzy miesiące temu byłam przerażona jak dam radę, bo przecież byłam w rozsypce. Ale z Bożą pomocą czuję, że daję radę, że podołam. Dużo pracuję, ale dzięki modlitwie czuję, że znajduję do tego siłę. Czuję jak Pan Bóg mówi do mnie “dasz radę, tylko Mi zaufaj”.
Nowenna pompejańska przyniosła mi spokój i ukojenie, pomogła odnaleźć sens i radość życia, każdego dnia dodaje mi sił, aby pójść do pracy, aby zrobić coś po pracy, pozwala czuć obecność Boga i Matki Bożej wtedy kiedy jest źle i poczuć ich wsparcie. Nowenna pompejańska pozwoliła mi otworzyć się na Boży Plan wobec mnie i przyjąć go z pokorą.
A moje obawy, że nie podołam – okazały się bezzasadne. Każdego dnia z tęsknotą oczekuję momentu kiedy wezmę różaniec do ręki. I kiedy go biorę – przepadam. Kiedy zbliżam się do końca – jest mi smutno, że to już koniec.
Aktualnie jestem w trakcie drugiej nowenny pompejańskiej. Zarówno przy pierwszej Nowennie Pompejańskiej jak i teraz, korzystam z aplikacji nowenna pompejańska. Pamiętam jak podczas pierwszej towarzyszyła mi ekscytacja, że to już 10, 20, 27, 35 dzień… I jak zaczęłam widzieć 48, 50, 52… czułam radość i dumę, że wytrwałam. I kiedy zobaczyłam upragnione 54 wiedziałam, że to na pewno nie będzie ostatni dzień, że ta modlitwa zostanie ze mną na dłużej. Mam nadzieję, że już na zawsze.