Aktualnie pisząc to świadectwo mam 26 lat, z nowenną pompejańską miałam już do czynienia dwa lata temu, podczas, gdy przeszłam bardzo trudny czas po zakończeniu okresu studiów. Sytuacja dotyczyła wyboru ścieżki zawodowej jaką miałabym wykonywać – od lat zajmuję się dydaktyką, jestem matematykiem.
Przez okres studiów cały czas powtarzałam, że nigdy nie będę chciała pójść uczyć do szkoły czy zostać na uczelni „przecież muszę robić coś wyjątkowego, bardzo wysoko płatnego”. Biorąc pod uwagę moje zaparcie do szkolnictwa (pomimo rad najbliższych, że nadawałabym się do tego świetnie i wielu lat praktyki bo podczas studiów uczyłam w prywatnej firmie prowadząc różne kursy z matematyki na różnych poziomach) spróbowałam swoich sił w korporacji… nabawiając się bardzo silnej depresji i stanów lękowych do tego stopnia, że wychodząc z mieszkania na czwartym piętrze nie umiałam zapanować nad nogami, aby stały i „chodziły”, każdy krok to było wielkie wyzwanie i drżenie całego ciała i serca.
Po czasie pogodziłam się z faktem (w dobrym tego słowa znaczeniu), że muszę iść w to co mi najlepiej wychodzi, a nie patrzeć tylko na dobra materialne i pieniądze za wszelką cenę lekceważąc tak naprawdę moje zdrowie i powołanie. Postanowiłam więc odezwać się do swojego promotora i powiedzieć mu o chęci rozpoczęcia doktoratu i pracy na uczelni. Nie było to jednak takie łatwe – to był wrzesień rok 2024 czyli rok mojej obrony pracy magisterskiej, było już zdecydowanie za późno na rekrutację do Szkoły Doktorskiej czy uczestnictwo w konkursie na stanowisko uczelniane, aby zatrudnić się jako pracownik. Co zrobić? Przecież nie mogę zostać bez pracy przez rok i czekać… znalazłam niemalże od razu zatrudnienie w szkole po wysłaniu tylko jednego cv, aby przeczekać ten czas.
W międzyczasie okazało się, że rekrutacja do Szkoły Doktorskiej macierzystej uczelni jest niemożliwa (z przyczyny o której tutaj zbyt długo byłoby pisać), więc, aby nie tracić kolejnego roku postanowiłam rekrutować się do innej Szkoły Doktorskiej uczelni konkurującej w moim województwie. Po czasie okazało się, że nie zostałam tam przyjęta – byłam niesamowicie zrozpaczona i już wtedy pamiętam, że byłam w trakcie nowenny pompejańskiej. Dlaczego tak się stało, czy Maryja mnie nie wysłuchała? Drodzy czytelnicy, Matka Boża szykowała dla mnie dużo lepszy plan, na który tylko trzeba było czasu i cierpliwości. Kolejny rok minął mi w szkole w której czułam się świetnie, aby w następnym móc zacząć pracę na swojej macierzystej uczelni! Warto było czekać i teraz znaleźć się w tak dobrym położeniu zawodowym.
Ale nie o tym to świadectwo, choć to wprowadzenie było potrzebne bo tak naprawdę wtedy sięgnęłam po Cudowną nowennę pompejańską.
Ten wspomniany piękny rok był czasem niesamowitego cierpienia i lęku, ale na innej płaszczyźnie mojego życia – moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Świat mi się zawalił, najważniejsza osoba w moim życiu z tak poważnym problemem. Wyprzedzając kolejne fakty, które napisze w tym świadectwie podczas tego roku zmówiłam 2 nowenny pompejańskie, teraz jestem w trakcie kończenia trzeciej. Od początku modliłam się o to, aby był to stan początkujący, żeby nigdzie już indziej nie było ognisk komórek w ciele. Podczas tej walki samej ze sobą bo jak już Państwo wiedzą jestem osobą, która przeszła bardzo silną depresję Maryja dawała mi każdego dnia nadzieję i siłę, aby wykonywać swoje obowiązki bez zarzutu – ciągle powtarzałam, że zamiast cieszyć się ze stabilizacji na polu zawodowym dostałam tam ogromny krzyż.
Badania PET wykazały, że nie ma nigdzie indziej komórek nowotworowych – niesamowita ulga i dobra wiadomość. Rozpoczęto leczenie, mama z tym rodzajem nowotworu kwalifikowała się na zabieg tzw. oszczędzający, czyli usunięcie tylko części chorego narządu. Przed wykonaniem zabiegu lekarze chwalili odpowiedni dobór leczenia, gdyż okazało się, że guza „nie widać” na ostatnich badaniach przed operacją. Ta sytuacja miała dwie strony medalu – pierwsza bardzo satysfakcjonująca, że leczenie przynosi oczekiwany efekt i guz reaguje prawidłowo na chemię a druga, że lekarze „zastanawiali się” gdzie mają ciąć… Przyszedł czas pierwszego zabiegu, który przeszedł pomyślnie. Jednak wyniki z badania histopatologicznego wykazały, że na marginesie wycinka zostały jeszcze komórki nowotworowe. Lekarze zdecydowali, że będzie potrzebna reoperacja.
Myślałam, że może być to poniekąd próba od Boga, czy całkowicie mu ufamy, czy będziemy trwać na modlitwie. Ja cały czas przez okres tych wszystkich wydarzeń modliłam się każdego dnia, poleciłam również mojej mamie, aby rozpoczęła nowennę pompejańską, czułam, że Maryja wymaga tego od niej, tego zaufania i powierzenia w jej ręce. Mama zgodziła się bez wahania i zaczęła również odmawiać. Zadawałam sobie pytania „jak oni to dobrze wytną, skoro nie wiedzą dokładnie gdzie był guz” (tak jak pisałam wcześniej nie było go widać na żadnych badaniach obrazowych).
Powierzyłam to wszystko Matce Pompejańskiej, każdego dnia powtarzałam „Nie zawiedź mnie mamuniu”. Byłam napełniona podświadomie pewnością, że po wykonaniu tej operacji już będzie dobrze, choć z ludzkiej niedoskonałości lęk wciąż mi towarzyszył czasem mniejszy czasem większy. „Jezu Ty się tym zajmij, weź ode mnie złego ducha, który nakłania mnie do negatywnych myśli.” W międzyczasie, jak oczekiwaliśmy na wyniki tego badania z drugiej operacji trafiłam na stronę pompejańska królowa (znałam ją wcześniej) – ale nie wiedziałam, że można tam wysłać swoją Intencję do Matki Bożej i 25-tego każdego miesiąca jest odprawiana msza w Pompejach w tych intencjach z Polski. Przesłałam również i ja prośbę i podziękowanie.
W trakcie oczekiwania na wyniki zaplanowałam na sierpień wyjazd do Pompejów, aby osobiście zobaczyć Cudowny Obraz i móc uklęknąć z wielką ufnością i wdzięcznością patrząc prosto na Ukochaną Matkę. Mogą sobie Państwo wyobrazić, że właśnie na dzień 25.06 zostało ustalone konsylium pooperacyjne lekarzy omawiający wynik z badania. Dnia 23.06 otrzymaliśmy wyniki – nie wykryto komórek nowotworowych w marginesie wycinka.
Matko Boża Pompejańska wielbię Cię na wieki! Moje serce należy tylko do Ciebie.
Tak ogromny ciężar spadł ze mnie. Ufam, że Maryja ma moich najbliższych w opiece i doprowadzi mamę pomyślnie do końca leczenia. To świadectwo pokazuje, że nie zawsze od razu otrzymujemy upragnione łaski, albo nie zawsze otrzymujemy je w takiej postaci jak byśmy sobie to wyobrażali. Nowenna pompejańska przewartościowała moje życie, zmieniła jego bieg, teraz i na wieki Bóg na pierwszym miejscu a wszystko inne się ułoży… Módl się, ufaj i nie martw się! Święty Ojcze Pio dziękuję z całego serca za wstawiennictwo.
swiadectwo mlodej Dziewczyny wchodzacej w doroslosc zycia zawodowego. Swiadectwo Corki przejetej choroba matki. To nie tylko podziekowanie i opis za co. Toswiadectwo jzawierzenia i rozwoju wiaryi i ufnosci w tym zawierzniu . Dziekuje i zycze by Maryja byla zawsze obecna przy Was.