Chciałabym podzielić się swoim świadectwem sprzed kilku lat, kiedy po raz pierwszy odmawiałam Nowennę Pompejańską. Sam termin jej rozpoczęcia nie był przypadkowy, nic nie było tu przypadkowe: Na wzmiankę o Nowennie natknęłam się w internecie i od razu jej zapragnęłam. Na zwykłej drukarce wydrukowałam kalendarz z podziałem na części, który musiałam zrobić sama, nie było jeszcze takich stron jak ta.
Nowenna pompejańska wydawała mi się jednak zbyt trudna i kalendarz przeleżał w szafce kilka następnych lat. Po upływie czasu, w innym miejscu w życiu tj. po przeprowadzce do dużego miasta nagle sobie o niej przypomniałam. Zaczęłam i po trzech – czterech dniach brakło mi cierpliwości. Było mi przykro, ale co zrobić. I nagle małe znaki, jeden za drugim – pamiętam, w tamtym czasie byłam na przejażdżce z siostrą, w jakimś starym parku w Wielkopolsce z pomnikami przyrody, pamiętam, że po drodze mijałyśmy tablice pamiątkową Dzieci Fatimskich. Nic znaczącego, ale w tamtym miejscu wydał mi się to dziwny widok.
Po kilku tygodniach, jadąc rowerem tłocznym miejskim bulwarem, nagle myśl w głowie „trzeba by wrócić do tej Nowenny Pompejańskiej” i wtedy minęłam zakonnika z ogromnym różańcem u pasa. Nie można go było nie zauważyć nawet w takim tłumie, jednak mój przyjaciel z którym byłam twierdził, że niczego nie widział.
Następnego lub tego samego dnia wróciłam do odmawiania – akurat w święto Matki Boskiej Fatimskiej – taka zachęta. Nie wiedziałam jaką intencję wybrać, więc najpierw trzy dni modliłam się o dobry pomysł na intencję – wybrałam „o dobre prowadzenie”.
W trakcie Nowenny działy rzeczy dziwne, ale odmawiało mi się spokojnie. Raz np. na przystanku tramwajowym jakiś mężczyzna pluł w moją stronę, a kiedy wsiadłam do tramwaju szedł za nim, aż stracił mnie z oczu, z wielu osób na przystanku upatrzył sobie mnie, innym razem jechało za mną i zajechało mi drogę czerwone sportowe auto z rejestracją typu 666 (szyby przyciemnione kierowcy nie widziałam), bywało też, że przysypiałam w trakcie odmawiania, bywałam tak zmęczona, że kładłam się na podłodze licząc, że tam nie zasnę, (a i tak bywało z tym różnie) budziło mnie wtedy stukotanie w biurko (dwukrotne, dokładnie takie, jak kiedy ktoś puka do drzwi).
A jakie były owoce ? Niespodziewane 🙂 Pewnej nocy przyśniło mi się, że zgubiłam mój różańczyk, na którym się modle, i w tym śnie ktoś mi podpowiedział żebym zajrzała do torby od laptopa, tam zamiast jednego różańca były całe garście. I ten sen z pewnością przypadkowy nie był – Nowenną pompejańską zaraziłam mojego ówczesnego chłopaka, jego mamę, tatę, moją mamę, moją siostrę i nie wiem kogo jeszcze.
U taty mojego chłopaka wykryto akurat raka jądra, dawano mu kilka tygodni życia (o czym dowiedziałam się niedawno – nikt wtedy nie mówił, że jest aż tak poważnie). Odmówił Nowennę Pompejańską a na następnej wizycie u lekarza okazało się, że jest całkowicie zdrowy, bez śladów guza. Do tego rzucił palenie, ale rzucił to złe słowo – obudził się rano i już nie palił. A nie był to facet specjalnie wierzący, swego czasu handlował nawet różdżkami i jeździł na ezoteryczne zloty (nie traktował tego poważnie, taki znalazł biznes). Chłopak po 8-u latach bycia obok Kościołą niespodziewanie poszedł do spowiedzi, z której wrócił oznajmiając, że musimy zamieszkać osobno. Rozeszliśmy się, co było trudne także finansowo, za to mam w nim wspaniałego przyjaciela, i nigdy nie miałam lepszego.
A moje własne życie od tego czasu? Wcale nie było sielankowe. W ostatnich latach bardzo się pogubiłam, mój następny partner okazał się agresywnym i zaburzonym mężczyzną (za którego odmawiałam kolejną Nowenne Pompejańską, nie widzę poprawy, ale ufam, że to co dobre dopiero przyjdzie), trafiłam do pozornie dobrej pracy, na wysokie stanowisko, gdzie otaczali mnie bardzo bogaci i wpływowi ludzie, a gdzie byłam nieszczęśliwa. Na jednej ze spowiedzi usłyszałam, że jestem tak wyniszczona, że powinnam pomyśleć o terapeucie. Być może, wszystkie te traumy, były właśnie po to aby wyleczyć dawne urazy z przeszłości – tego nie potrafię jeszcze ocenić.
Postanowiłam wymodlić terapeutę, który rzeczywiście pomoże „Panie Jezu, nie mam już siły szukać w internecie, wskaż mi kogoś dla mnie, ale tak żeby miał termin w czwartek o 18:00” 🙂 Jedyny terapeuta z tym terminem okazał się byłym zakonnikiem, któremu na ten dzień i godzinę wypadła stała wizyta z innym pacjentem. Takiego mi wybrano z Góry. Idąc na pierwsze z nim spotkanie przeprowadzałam starszą kobietę przez pasy, która mówiła „bądź młoda i zdrowa, młoda i zdrowa – pamiętaj, a teraz idź, bo jedzie Twój tramwaj” – tylko skąd wiedziała, że następny tramwaj jest mój ? 🙂 Niestety, nawet nie widziałam jej twarzy, (sięgała mi trochę powyżej pasa, musiałabym zgiąć się w pół żeby cokolwiek zobaczyć). To spotkanie uznałam za zachętę do walki o swoje zdrowie, bo choć mocno się starałam, to nie dawałam sobie rady z rzeczami.
Dalej się modliłam „Panie Jezu zabierz mi wszystko co niepotrzebne, bo sobie nie radzę”, liczyłam na mniej stresów, a w ciągu miesiąca całkiem straciłam pracę, koleżanki się odwróciły, straciłam wszystkie oszczędności a kłótnia z chłopakiem w końcu doprowadziła do rozstania. Bóg złamał moje poczucie ufności w samą siebie, odizolował od wszystkiego co mnie zajmowało.
Obecnie mam nową pracę, mniej prestiżową, ale którą lubię, z koleżankami się pojednałam, chociaż zmieniłam do nich podejście, a chłopaka nie ma, mimo że dalej się czasem naprzykrza. Z terapią jestem ku końcowi. Było bardzo trudno, ale naprawdę ufam, że każda rzecz jaka mnie spotkała czy ta wesoła czy bolesna była od Pana Boga i to co dalej ze mną będzie, jest jego planem. Żadne spotkanie nie było przypadkowe, ani żadne miejsce, w którym byłam. Prosiłam przecież o dobre prowadzenie.
To była najważniejsza modlitwa w moim życiu, miałam wiele pomocy z Góry, aby ją dobrze przeżyć i skończyć. To co ważnego odkryłam na własnej historii i czym się chce podzielić jako podsumowanie – wierzę, że moc modlitwy leży w naszej ufności. Jeśli będziecie ufni to można góry przenosić. Nie trzeba być świętym, aby modlitwa działała, ale trzeba być ufnym i pokornym. Tego uczy też Nowenna Pompejańska. Bądźcie czujni i ufni, w trudnych sytuacjach pytajcie o drogę, proście o dobre prowadzenie i dobre decyzje, a nawet jak podejmiecie złe – proście dalej. Życzę Wam abyście byli młodzi (bez względu na wiek) i zdrowi, Bożego błogosławieństwa dla Was – Amen.
Bóg zapłać za Twoje świadectwo! Niech Bóg ma Cie w swojej opiece!Proszę jeśli znajdziesz chwilkę o jedną zdrowaśkę za mnie.
Dziękuję Ci za to świadectwo, tych słów mi było trzeba w trudnościach które obecnie mnie spotykają i braku ufności, buntu wobec krzyża który jest mi zsyłany…. Jestem oszukiwana, niezrozumiana przez męża, nowenn już kilka odmówiłam, ale może faktycznie nie uwierzyłam, że od tak, po prostu będzie cukierkowo, albo może nie umiem zaakceptować woli Bożej, bo jest inna niż w mojej głowie sobie ułożyłam. Niemniej mimo ufności, spowiedzi, przyjmowania codziennej komuni świętej wciąż mocno upadam i nie potrafię przyjąć tego krzyża w postaci wykluczania mnie ze swojego życia i oszukiwania przez mojego męża…. To dla mnie w tym momencie nie do… Czytaj więcej »
A może Bóg próbuje ci pokazać, że należałoby kazać się mężowi wyprowadzić? Bóg nie karze nam żyć z kimś toksycznym. Posłuchaj sobie księdza Dziewięckiego. Mąż czy nie mąż – krzywdziciela należy trzymać z daleka od siebie i dla dobra swoich dzieci. Jeśli je masz, co im powiesz za parę lat? Swoją postawą pokazujesz mężowi, że może robić, co chce, bo ty i tak z nim zostaniesz i będziesz tolerować to, co robi. Jak się nawróci, proszę bardzo, niech wraca. Jeśli nie – nie ma sensu wciąż robić sobie krzywdy. „Kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO.” Czyli najpierw kochasz siebie, a… Czytaj więcej »