Całe życie czułam się jak outsider w mojej rodzinie. Skutkowało to bardzo grzesznym życiem, bo szukałam miłości poza domem. Deptałam wszystko to co Bóg mi dawał. Nie czciłam swoich rodziców ani w sercu, ani w życiu. Złamałam przysięgę małżeńską.
Układałam życie według zasady „jakoś to będzie”. Po raz trzeci rozsypał mi się świat, gdy umarł mój tata. Ratowałam się modlitwą różańcową, medytacją z Bogiem, psychoterapią, szczerą rozmową z mężem. W czasie żałoby budziłam się o trzeciej nad ranem z ogromnym lękiem i pustką w duszy. Czułam przepaść. Zaczęłam się bać, że odbiorę sobie kiedyś życie.
Poczucie osamotnienia było coraz większe. Zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską w intencji uwolnienia od chorób psychicznych prowadzących do samobójstwa. Jestem wierząca, ale miałam problem z kultem Matki Bożej. Nawet myślałam, że Kościół za dużo poświęca Jej miejsca w liturgii nabożeństw.
W przedostatni dzień części błagalnej poczułam to. Należę do ogromnej rodziny w niebie. A każda rodzina musi mieć Mamę. Poczułam to sercem. Wypełniło to moje wnętrze. Chce mi się tańczyć i śpiewać z radości, bo czuję jak bardzo Ona nas wszystkich kocha. Przedtem nie rozumiałam co to znaczy ” zawierzyć”. Wiele przecież zależy ode mnie. Teraz czuję i wiem, że wszystko zależy od Naszej Mamy i od Trójcy Przenajświętszej. Bogu niech będą dzięki. Amen.
PS. Do końca mojego życia będę przepraszać Maryję i dziękować jej za rodzinę. Tą na Ziemi i za tą w Niebie.