O nowennie pompejańskiej słyszałam już dawno, ale nigdy jej nie odmówiłam. Do odmawiania jej zachęciła mnie moja koleżanka, kiedy straciłam drugą ciążę. Niekoniecznie podchodziłam do tej modlitwy pozytywnie.
Nie wierzyłam, że wystarczy 3 razy dziennie odmówić różaniec i zaufać Matce Bożej i wierzyć, że wysłucha mojej prośby. Nadszedł adwent i postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Moim postanowieniem adwentowym było zmierzenie się z nowenną pompejańska i przekonanie się czy wytrwam w swoim postanowieniu. Początek odmawiania nowenny pompejańskiej przychodził mi z łatwością, natomiast z każdym kolejnym dniem było trudniej, ale zaparłam się, że wytrwam w swoim postanowieniu.
Najtrudniej odmawiało mi się część bolesną różańca. Po rozmowie z koleżanką, kiedy jej o tym opowiedzialam rozmawiałyśmy, że część bolesna jest najpiększym przykładem miłości Pana Jezusa do człowieka. Tak też się udało i wytrwałam. W swojej nowennie pompejańskiej prosiłam Matkę Bożą, aby moje maleństwo urodziło się i żebyśmy zostali rodzicami.
Dzień po zakończonej nowennie pompejańskiej zrobiłam test ciążowy, który był pozytywny. Poprzednie ciąże kończyły się przed 10 tygodniem. Nie wiem jak zakończy się moja historia, ale wierzę że Najświętsza Maryja Panna obejdzie się ze mną dobrotliwie i nasz „mały wielki cud” pojawi się cały i zdrowy na jesieni.