Mam na imię Joanna i jestem mamą przecudownego synka Maksymiliana, u którego w 4. miesiącu życia zdiagnozowano obniżone napięcie mięśniowe. Pokrótce, obniżone napięcie mięśniowe objawia się mniejszą siłą mięśni, co uniemożliwia dziecku np. podnoszenie główki, a także spowalnia osiąganie kolejnych kamieni milowych, np. pełzania czy raczkowania.
Po kolejnej wizycie kontrolnej i wobec braku oczekiwanego postępu postanowiłam z bezsilności rozpocząć kolejną nowennę pompejańską w swoim życiu, prosząc o poprawę jego stanu zdrowia. I tak powoli, codziennie, podczas zabaw z synkiem, spacerów czy usypiania małego odmawiam różaniec.
Nie zawsze jest łatwo, ale Matka Boska postawiła na naszej drodze ludzi, którzy mają dodać nam otuchy i wiary, że prośba zostanie wysłuchana. I ku zaskoczeniu każdego dnia widzę, jak mój mały synek robi postępy. Po dwutygodniowej przerwie wróciliśmy wczoraj do naszej stałej fizjoterapeutki, która była na wakacjach, i od samego początku zajęć mały pokazał nowe umiejętności. Na przykład mimo że umie obracać się z brzuszka na plecy i z powrotem, do dnia wczorajszego ani razu tego nie pokazał na zajęciach — ku zaskoczeniu wczoraj nie miał z tym problemu.
Postępy Maksymiliana i nadzieja na dalszy rozwój
Od momentu rozpoczęcia nowenny pompejańskiej mały zaczął pełzać, prawie raczkuje, nauczył się siadać i zaczął o wiele więcej gaworzyć. Śmieszne jest to, że wspomniałam o tym podczas zajęć, a pani fizjoterapeutka również odmawia nowennę pompejańską i nawet wyprosiła z mężem dom. Zapytała, którą część nowenny odmawiam, i wtedy uświadomiłam sobie, że jest to pierwszy dzień części dziękczynnej. Widzę światełko w tunelu i wiem, że Matka Boska nas prowadzi.