Zacznę od tego, iż nowennę pompejańską odmówiłam zaraz na początku ciąży jak tylko zobaczyłam dwie kreski na teście. Faktycznie wszystkie badania wychodziły prawidłowe zarówno te prenatalne jak i rutynowe. Córeczka urodziła się zdrowa za co chwała i cześć Matce Naszej.
Kolejną nowennę pompejańską odmówiłam w intencji zdrowego, bezpiecznego i szybkiego porodu. Bałam się i to bardzo. Byl to moj czwarty porod. Kazdy wspominam dobrze a tym razem taka obawa. Tak bardzo, że przerodziło się to w rozpacz. Lęk przed bólem, tym że będę rodzić bez męża, że coś pójdzie nie tak, że sobie nie poradzę, lęk przed położną, przed lekarzam, przed testem, a w końcu nawet paniczny lęk że mogę umrzeć. Nie chciałam tak się czuć, modlilam się wciąż o spokój. Między czasie odmawialam inne nowenny do świętych. Prosiłam dusze czysccowe lekarzy i położnych o pomoc. Obiecałam zamówić za nich w podzięce nowennę pompejańską , Mszę Św oraz przyjąć komunię świętą w ich intencji.
W szpitalu przeczytałam cytat Matki Bożej do Św Faustyny o tym aby wszystko znosić w pokorze „Nic nie czyn na swoją obronę. Znos wszystko z pokorą. Bóg sam Cię bronić będzie” dodało mi to otuchy. I faktycznie chociaz zdarzyło mi się płakać parę razy. Lekarze wiedzieli że się boję. Wszystko jednak znosilam z pokorą. Zgadzałam się na wszystko i spokojnie znosilam to co było. Słowa Matki Bożej miałam w sercu. Poród się pokomlikowal na tyle, że szybko trzeba było robić cesarkę. Daruję szczegółów. Bałam się bardzo o życie ale spokojnie czekałam na swoją kolej (dosłownie pięć minut wcześniej zaczęła się inną operacja i musialam czekać). Położne wspaniale się mną opiekowały. Ja w cichosci rozmawiałam z Panem Jezusem i przepraszalam za swoje grzechy prosząc o Miłosierdzie, aż w pewnym momencie kazały mi się odezwać bo myślały, że „odlatuje”.
Sama operacja przebiegła bez komplikacji. Pani anestezjolog profesjonalnie wszystko wytłumaczyła, obyło się bez bólu. Operowal mnie sam ordynator z lekarka, do której miałam zaufanie. Mała urodzila się w Święto Trzech Króli. Po operacji też wszystko dobrze. Po dwóch dniach wyszlyśmy do domu. Kazdy jeden lekarz był wspaniały, polozne, pielegniarki nawet salowe również. Wszyscy empatyczni do granic. Jestem szczęśliwa. Rana trochę słabo się goi ale sądzę że to jest kwestia czasu. Jeżeli ktoś czyta moje świadectwo to proszę o choć westchnienie do Matki Bożej o szybkie zagojenie się rany.
Nasluchujmy naszego serca bo Pan Bóg do nas mówi. Jestem ogromnie wdzięczna za pociechę Matce Bożej i modlę się za nawrócenie grzeszników. Niekiedy różaniec, a czasami dziesiątka w zależności od czasu. Robię to również z wdzięczności ale to osobny temat. Niech dobry Bóg nas wszystkich błogosławi a Matka Boża strzeże i prowadzi nas do Syna.