Piszę to świadectwo, bo jak przeżywałem najgorszy czas w życiu to często zaglądałem na tę stronę i wiem jak bardzo podtrzymywały mnie na duchu historie tu publikowane. Przyznam, że marzyłem o tym, żeby i moja historia kiedyś była dowodem cudu, chociaż po ludzku raczej w to nie wierzyłem, bo sprawa wydawała się po ludzku nie do rozwiązania.
Problemy w moim małżeństwie zaczęły się w marcu 2024 roku – a przynajmniej wtedy je dostrzegłem. Moja żona zaczęła się zmieniać, oddalać, a ja próbowałem sobie wmawiać, że to chwilowe. W rzeczywistości ona nosiła w sobie ten ciężar od dłuższego czasu. Pewnego dnia powiedziała mi wprost, że po 12 latach małżeństwa męczy się w naszym związku. Wpadłem w panikę. Próbowałem rozmawiać, ratować, ale to tylko pogarszało sytuację.
W tym samym czasie remontowaliśmy mieszkanie, ilosć spraw do załatwienia przerosła nas, wyczerpała psychicznie, co dodatkowo potęgowało napięcia. W grudniu 2024, usłyszałem od żony, że nie jest w stanie dać mi już tego, co kiedyś, że sie zmieniła i że tracę z nią czas. W styczniu 2025 powiedziała, że chce się rozstać. To był dla mnie cios. Mieszkaliśmy jeszcze razem, ale w oddzielnych pokojach- to była już tylko wegetacja. W końcu oznajmiła, że się wyprowadza. To był dramat – dla mnie i dla dwójki naszych wspaniałych dzieci.
Prosiłem o terapię małżeńską, ale żona nie chciała o tym słyszeć. Mówiła, że nie chce niczego ratować, że potrzebuje czegoś innego. W końcu musieliśmy powiedzieć o wszystkim rodzinie. Moja mama, gdy się dowiedziała, poleciła mi Nowennę Pompejańską. Odmawiała ją od lat w różnych intencjach. Nie miałem nic do stracenia – nie spałem, nie funkcjonowałem. Zacząłem się modlić: Nowenna Pompejańska, Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły, modlitwy do św. Rity, św. Józefa. Odwiedzałem Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Prosiłem znajomych o modlitwę.
Odmawianie nowenny pompejańskiej było trudne – czasem zasypiałem, czasem brakowało sił. Pierwszą nowennę odmówiłem w intencji ratowania małżeństwa. Nic się nie zmieniało a wręcz było coraz gorzej. Po jakimś czasie żona zgodziła się na terapię, ale tylko po to, by „dobrze się rozstać”. Ja nie przestawałem się modlić, rozpocząłem kolejną nowennę pompejańską tym razem o nawrócenie jej serca, zostawiając wszystko Panu Bogu, niezależnie czy wróci czy nie. Nagle zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Moje relacje z żona były coraz gorsze, nie chciała ze mna rozmawiać, spędzała czas zupełnie oddzielnie, była oschła. Ale na mojej drodze zaczęli pojawiać się ludzie, którzy mnie wspierali – rodzina, przyjaciele, psycholog, adwokat, znajomi, którzy mówili, że się za nas modlą.
Najtrudniejsze było powiedzenie dzieciom, że się rozstajemy. Nasza 9-letnia córka zrobiła nam terapię szokową – powiedziała, co myśli, dała nam „kopniaka w tyłek”. Byłem załamany, ale dla dzieci postanowiłem dać żonie czas, nie mogłem jej do niczego zmusić. Tak mi też doradził psycholog. Po jakimś czasie, jakby coś drgnęło i pojawiły się pierwsze zmiany- wspólne wyjście na obiad, niby dla dzieci, organizacja urodzin córki itp. Mimo to, nie chciałem robić sobie nadziei, bo żona dalej stanowczo twierdziła, że chce odejść. Ostatecznie na początku kwietnia, wyprowadziła się.
Następnego dnia wziąłem urlop na żądanie, nie mogłem pozbierać myśli. Pojechałem do Sanktuarium na Krzeptówkach w Zakopanem, modlić się przed figurą Matki Bożej Fatimskiej. Wracając, zatrzymałem się na Godzinę Miłosierdzia w Łagiewnikach. Wracając do domu, dostałem wiadomość od żony: „Czy jesteś w mieście? Czy możesz po nas przyjechać?”. Myślałem, że chodzi o dzieci, że chce żebym przyjechał bo dzieci tęsknią- trudno było przewidywać, żeby po kilku godzinach cos się zmieniło. Gdy wszedłem do mieszkania, żona zapytała, czy może wrócić? Powiedziała, że wszystko przemyślała, że niepotrzebnie namieszała. Minęło zaledwie 24 godziny od jej wyprowadzki.
To nie był przypadek. Tego dnia modliłem się Nowenną Pompejańską u stóp Matki Bożej Fatimskiej, odmówiłem Koronkę do Bożego Miłosierdzia w Godzinie Miłosierdzia. Od tego momentu wszystko zaczęło się układać. Wielkanoc spędziliśmy razem, wakacje również. Kontynuowaliśmy terapię, ale po jakimś czasie nie była już potrzebna. Od tego czasu minęło już ponad pół roku, nie jest jeszcze idealnie, ale jest stabilnie, pół roku temu nie uwierzyłbym że tak sie to wszystko odwróci.
Odbudowujemy zaufanie, dbamy o rodzinę. Dla mnie przełomem było, gdy o naszej sytuacji dowiedziały się dzieci, ich reakcja nas zszokowała, chociaż to był najtrudniejszy moment mojego życia i zapewne ich. Nigdy nie spodziewałem się, że Pan Bóg posłuży się 9latką i przedszkolakiem, żeby naprostować dorosłych ludzi.
To wszystko zawdzięczam Matce Bożej Różańcowej z Pompejów, św. Józefowi i Panu Jezusowi Miłosiernemu. W październiku wraz z synem odmawiamy dziesiątek różańca – chcę, by pokochał tę modlitwę tak jak ja. Teraz zmagam się z trudnościami w pracy, ale i to zawierzam Matce Bożej i św. Józefowi wierząc, że mi pomogą.
Piekne. Głos Pana łamie cedry
Wspaniałe świadectwo!!
Niech Bóg Wam błogosławi.
Gratuluję i po ludzku, w pozytywnym sesnie, zazdroszczę. Modliłam się Nowenną o nawrocenie męża, jego powrót do mnie i dzieci ale mąż od ponad 2 lat mieszka z kochanką i jej synem, planują razem ślub a mnie ciąga po sądach… Ja już psychicznie nie wytrzymuję, jest coraz gorzej. Modlę się i modlę o ratunek dla mnie i dzieci, o nawrocenie męża (już nawet nie o jego powrot) ale to nic nie daje… Żyje bo muszę dla dzieci. Cieszę się, że innym modlitwy pomagają…
Mateńka wie co dla nas najlepsze my prosimy i ufamy ale nie zawsze dostajemy to o co prosimy
Owszem. Ale czy dobre jest to, że małe dzieci to widzą, że muszą nocować u kochanki ojca? Czy dobre jest to, że muszą mieć kontakt z takimi zdprawowanymi osobami? Ja już tylko proszę o spokoj i zdrowie dla dzieci. Mieszkam kątem u mojej mamy przyjaciół bo wyrzucił nas z domu, ledwie wiążę koniec z końcem a on ma wszystko. Nawet nie marzę o własnych 4 ścianach dla mnie i dzieci bo tego nigdy nie będę miała. Marzę by to wszystko się skończyło, żebyśmy mieli z dziećmi spokój i zdrowie.
Ja modlę się modlitwami Ojca G. Amorthe o uratowanie małżeństwa mojego brata. Po 10 miesiącach bratowa wróciła, mogę podesłać link.
Modliłam się i tym. Ja już nawet nie chce ratować swojego małżeństwa bo się brzydzę męża. Zdradzał mnie latami z różnymi kobietami, gdy byłam w ciąży, połogu itd. Zawsze był ktoś trzeci w naszym malzenstwie. Ja chcę tylko spokoju dla siebie i dzieci. Zdrowia, żeby dzieci nie musiały na to wszystko patrzeć, żeby nie miały kontaktu z tak zdeprawowanymi ludźmi jak kochanka męża (niby nauczycielka, matka ale osoba z problemem alkoholowym)czy mąż bo podejrzewam, że bierze narkotyki. Ja już straciłam nadzieję. Żyje bo muszę zadbać o dzieci.
Ja bym ratowała malzenstwo. Modlitwa zmienia serca. Może zmienić Twoje podejście i serce męża, może wszytko wybaczyc i przenienic.
Lata zdrad, nastawiania przeciwko mnie mojego męża przez Jego rodzinę (nazywali mnie utrzymanką, leniem nierobem bo wychowywałam roczne dzieci). Mąż wyprowadzał pieniądze z naszego małżeństwa, codziennie pił alkohol. Nawet gdy syn był w szpitalu on był zbyt zajęty, by się zajść drugim dzieckiem – moja mama wzięła syna do siebie i się nim zajęła podczas całego naszego pobytu w szpitalu. Mąż zdradzał mnie z różnymi kobietami, z niektórymi to były „jednorazowe numerki”, z innymi dłuższe znajomości. Manipulował, znęcał się psychicznie i finansowo nade mną. Długo by jeszcze opowiadać. Po rozwodzie mnie I dzieci wyrzucił z naszego mieszkania, które teraz wynajmuje.… Czytaj więcej »
Ja modlilam się w Wadowicach do św. Jana Pawła II o uratowanie małżeństwa i zostałam wysłuchana
Któż jak Bóg
PAN MÓJ I BÓG MÓJ