Nowenny pompejańskie odmówiłam trzy, praktycznie jedna po drugiej. Miałam wtedy 34 lata. Był to trudny czas w moim życiu. Wpadłam w spiralę lęków, miałam wrażenie, że wszyscy idą do przodu, a moje życie wciąż się nie zaczęło.
Pierwsza nowenna pompejańska dotyczyła trudnej dla mnie sytuacji w pracy – mobbingu i problemów interpersonalnych. Złożyłam wypowiedzenie niedługo po skończeniu nowenny pompejańskiej. Pocieszenie nie przyszło szybko, nowej pracy byłam w stanie szukać dopiero rok później.
Byłam w złym stanie psychicznym, wpadłam w depresję, trafiłam na oddział dzienny psychiatrii. Pod koniec pobytu, zachęcona przykładem innych pacjentów z grupy, udałam się na rozmowę o pracę. Zostałam zatrudniona i pracuję tam już trzy lata.
Lęk przed bliskością i droga do małżeństwa
Co do drugiej nowenny pompejańskiej, bardzo martwiło mnie, że wciąż nie założyłam rodziny. W moim życiu już od 10 lat był obecny pewien chłopak, ale kiedy nasza relacja wchodziła na wyższy poziom, czułam straszny lęk i wątpliwości. Myślałam, że to jakiś głos intuicji podpowiada mi, że to nie „ten”. Chłopak nie dawał za wygraną, ciągle był gdzieś obok. Mieliśmy wspólną rodzinę i siłą rzeczy spotykaliśmy się często.
Czułam się trochę w potrzasku. Prosiłam Maryję w nowennie pompejańskiej o rozwikłanie tej sytuacji. Mężczyzna ten bardzo mocno wspierał mnie w moim kryzysie. Z czasem, wskutek terapii, zaczęłam się na niego otwierać. Dziś wiem, że borykałam się z lękiem przed bliskością.
Zostaliśmy parą, potem narzeczonymi, a 8 miesięcy temu wzięliśmy ślub. W trzeciej nowennie pompejańskiej modliłam się o dobrego męża i takiego otrzymałam. Mam wspaniałego męża, który zawsze był przy mnie. Ikona Maryi Pompejańskiej towarzyszyła nam na weselu, a na podróż poślubną udaliśmy się do Pompejów, by podziękować Maryi za Jej nadzwyczajne wsparcie.
Wsparcie Maryi przychodziło przez ludzi
Patrząc z perspektywy lat, widzę, że Maryja nie odpowiadała na moje modlitwy tak, jakbym chciała. Rozwiązanie problemów przychodziło po długim czasie, po drodze miałam wrażenie, że wszystko się wali. Maryja dała mi jednak wielu wspierających ludzi: mojego kochanego męża, moją terapeutkę, osoby w pracy i przyjaciół. Otrzymałam dużo więcej niż to, o co prosiłam. Dziękuję Ci, Królowo Różańca Świętego.
Piękne świadectwo!