W sierpniu, ubiegłego roku usłyszeliśmy diagnozę męża – nowotwór złośliwy. Był szok, brak akceptacji, pretensje do Boga, a jednocześnie taki wewnętrzny spokój i słowa z tyłu głowy „spokojnie, wszystko się ułoży”.
Następnie przyszedł czas działania, badania lekarskie i o dziwo wszystko się układało, krótkie terminy oczekiwania i w miarę dobre wyniki. Operacja w miejscu, o którym nawet wcześniej nie słyszeliśmy. Pojechaliśmy do Częstochowy, Kalwarii Zebrzydowskiej i zawierzyliśmy wszystko Królowej. Zaczęłam odmawiać druga w swoim życiu nowennę pompejańską. Z perspektywy czasu wiem, że odmawiałam ją, ale tak na prawdę nie znałam jej historii. I tu ” zadziałała” Królowa.
Pewnego dnia, będąc na mszy, słyszę, jak ksiądz mówi, że będziemy w październiku gościli obraz Matki Bożej Pompejańskiej oraz relikwie św. Bartolo Longo. Poczułam, że nogi mama z waty, akurat teraz i akurat w naszym kościele. Wcześniej – zupełny przypadek – dostała na malia zaproszenie do 33 dniowego zawierzenia Bartolo Longo, o którym nic wcześniej nie słyszałam. Podjęłam się tego wyzwania, a gdy zakończyłam, słyszę o obrazie w naszym kościele i relikwiach – nie ma w życiu przypadków.
Zaczęłam kolejną nowennę pompejańską i zakończyłam ją przed cudownym obrazem w naszym kościele. Kochani, to prawdziwe cuda się działy – choroba, Bartolo Longo, obraz i operacja w październiku (miała być we wrześniu, ale dziś wiem, że Niebo przesuwało ten termin). Mieliśmy i nadal też mamy naszą Orędowniczkę u Pana św. Ritę, która dawała nam dużo znaków z Nieba. Potrzebny był tylko spokój serca i prawdziwa ufność, żeby je usłyszeć. Pan Jezus i Królowa stawiali też na naszej drodze mnóstwo ludzi, którzy jak prawdziwe anioły pomagali nam. Dużo dobrego wydarzyło się dzięki tej chorobie – zmiana myślenia, życia i taka wdzięczność Bogu.
Maż jest zdrowy, ale nie ustajemy w modlitwach, bo może być wznowa, modlę się nie tylko za siebie, ale za innych ludzi, często tez takich, których nie znam, a widzę w mediach że są chorzy i potrzebują modlitwy.
A teraz zobaczcie jak Szatan nie chciał, abym Wam napisała to świadectwo. Kiedy je napisałam i chciałam wysłać, nagle zawiesił mi się komputer, nigdy to się na zdarzało. Wyłączył się i zniknęło całe świadectwo. Napisałam kolejny raz i mam nadzieje, że tym razem się uda. Wczoraj 1 lipca rozpoczęłam – już w pełnej świadomości i wiedzy – kolejną nowennę pompejańską w intencji córki. Szczęść Wam Boże