O nowennie pompejańskiej dowiedziałam się od brata kilka lat temu i już wtedy po raz pierwszy postanowiłam ją odmówić. Matkę Bożą prosiłam o uzdrowienie, jestem epileptyczka. Nie było łatwo.
Były dni kiedy Szatan kładł mnie do łóżka jak sparaliżowaną na długie godziny. Trwałam jednak dalej z różańcem w ręku. Po skończonej nowennie pompejańskiej czekałam… Sama nie wiem na co… Czy ataki ustąpią, czy lekarze odstawią leki i stwierdzą, że jestem zdrowa? Tak się nie stało… Moja fizyczność mnie pokonała. Choroba trwała, ale ja w duchu czułam, że coś jednak się zmieniło…
Maryja naprawdę mnie uzdrowiła, ale wewnętrznie. To nadeszło stopniowo. Uczucie spokoju, ciszy, ukojenia, miłości i dobroci. Niesamowita czystość wypełniła mnie całą. Zrozumiałam, że z chorobą można żyć, ale życie wewnętrzne jest po stokroć ważniejsze. Tego nauczyła mnie Matka Boża i nowenna pompejańska. Bóg zapłać!