Jak wspominam sobie ostatni rok to nie mogę wyjść ze zadziwienia. Jestem pewna, że Pan nasz przygotowywał mnie na to co mnie spotka. Pokazał drogę, którą mam podążać.
W lutym 2025 r. okazało się, że mój mąż jest ciężko chory. Konieczna była operacja serca. Gdy przygotowaliśmy się do operacji, nagle znalazłam zakurzony różaniec. Odłożyłam go, ale myślami wracałam do niego. Coś mnie do niego ciągnęło. W Kościele nie byłam ponad 20 lat. Ponieważ nie pamiętałam, jak się modlić na różańcu zaczęłam szukać informacji w internecie. Tak trafiłam na informacje o nowennie pompejańskiej. Nic o niej nie wiedziałam. Zaczęłam czytać i postanowiłam zawierzyć moje troski Maryi. Jednocześnie zaczęłam codziennie uczęszczać na poranne msze, a w Wielki Tydzień przystąpiłam do spowiedzi. Z różańcem nie rozstawałam się.
W szpitalu okazało się że mąż jest za słaby aby go operować. Lekarze chcieli go wypisać co oznaczało śmierć. Ja nie ustawiałam w modlitwach. Dodatkowo skorzystałam z pogotowia różańcowego, rozsyłając prośby o modlitwę. To też było dziwne. Nie wiem skąd naszła mnie taka myśl. Nagle w nocy zaczęłam szukać namiarów w internecie i wysyłać maile i smsy. Kiedy zaczęły przychodzić informacje o objęciu męża modlitwą, zrobiło mi się lżej, że nie jestem sama.
W niedzielę Miłosierdzia Bożego, uznając swoją niemoc, całkowicie zaufałam Panu Jezusowi prosząc o łaskę miłosierdzia. W poniedziałek lekarze stwierdzili, że stan nagle poprawił się na tyle, że mogą operować. Operacja przebiegła dobrze, ale 8 maja nastąpiło pogorszenie (musieli męża dwukrotnie operować). Ja siedząc przy jego łóżku modliłam się. Mój mąż walczył o życie. Był to dzień wyboru nowego Papieża i ostatni dzień mojej nowenny pompejańskiej.
Po powrocie do domu usłyszałam pierwsze słowa papieża Leona, który powiedział że 8 maja jest wielkiem Świętem Matki Bożej Pompejańskiej. Ja o tym nie wiedziałam, więc wiadomość mną wstrząsnęła. Nagromadzenie emocje po prostu wybuchły. To było ogromne przeżycie. Chyba wszystko uczucia się we mnie mieszały, od wiary po zwątpienie. Jak to, on ma umrzeć Matko w Twoje święto? Rano okazało się, że sytuacja się stabilizuje a podłączenie sztucznej nerki jest niepotrzebne. Nerki zaczęły pracować jak u pełni zdrowego człowieka. Nawet lekarze byli zdziwieni. Powrót do domu zajął nam jeszcze miesiąc. Minął rok od tych wydarzeń.
7 czerwca 2026 r. zakończyłam kolejną nowennę pompejańską o dalszą opiekę i zdrowie mojego męża. Codziennie patrząc na mojego męża dziękuję Panu Bogu za ten cud. Dziękuję Matce Przenajświętszej za wstawiennictwo. Dziękuję wszystkim ludziom, których Bóg postawił na mojej drodze a którzy okazali mi tyle dobra i współczucia. A było ich naprawdę wielu. Dziękuję Panu Bogu, że mnie poprowadził do Siebie taką ścieżką. Było to bardzo trudne doświadczenie, ale potrzebne. A wszystko zaczęło się od zakurzonego różańca. Wiem, że nie poradziłabym sobie bez niego.
Różaniec jest teraz częścią mojego życia. Staram się systematycznie odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz różaniec. Mam nadzieję, że moje przeżycia pomogą choć jednej osobie. Dodadzą otuchy i utwierdzą w przekonaniu, że nasze modlitwy zostaną wysłuchane ku chwale naszego Pana. Amen