O nowennie pompejańskiej dowiedziałam się od koleżanki. Początkowo odmawiałam Suplikę, ale nowenny nie zaczynałam, nie wiedziałam też o co w niej chodzi. Mam wrażenie, że nowenna pompejańska kiełkowała, do momentu, w którym bardzo jej potrzebowałam.
We wrześniu ubiegłego roku, po badaniach dowiedzieliśmy się, że mój mąż ma guza w oskrzelach, zdaniem lekarza mógł być łagodny, ale też złośliwy, ze względu na miejsce. W tym samym dniu, załamani wróciliśmy do domu. Następnego dnia, nie wiem skąd, nie wiem jak zaproponowałam mężowi odmawianie nowenny pompejańskiej.
Zaczęliśmy wspólnie, wspierając się. O dziwo! nie okazało się to jakimś wyczynem, było naturalne i spokojne. Dało nam niesamowitą siłę i spokój w oczekiwaniu na wyniki biopsji. W dniu rozpoczęcia Części Dziękczynnej, przy Tajemnicy Bolesnej, dowiedzieliśmy się, że zmiana jest łagodna. Rozpoczęło się oczekiwanie na dalsze leczenie. Niestety odbijaliśmy się od ścian, niewłaściwie nas traktowano, spotkaliśmy się z niesamowitą znieczulicą, nieuzasadnioną złością, wręcz „syczeniem” ze strony „służby” zdrowia, ale ten spokój, która Matka Najświętsza nam ofiarowała był bezcenny.
Po wielu zawirowaniach trafiliśmy do lekarza, u którego od początku poczuliśmy spokój. W styczniu mój mąż był operowany, guz wycięty w całości, bez przerzutów. Operacja trudna, ale wszędzie czuliśmy obecność Matki Bożej, ta siła i ten cudowny spokój jest nie do opisania. Obecnie jesteśmy po 1 kontroli, ale tuż przed 2. nowennę pompejańską odmówiliśmy wspólnie z mężem 3 razy. Obecnie codziennie odmawiamy wspólny różaniec.
Zachęcam wszystkich do modlitwy, uwierzcie, że to nie jest wysiłek, to się po prostu dzieje. Ma się czas na wszystko, wszystko ogarnia, a dzieją się cuda! Zdanie się na ŁASKĘ Matki jest cudowne, buduje każdy dzień. My jako dzieci musimy zostawić wszystko naszym RODZICOM, Oni o nas zadbają najlepiej jak potrafią. Dziękuję Matce Najświętszej za wszystko czym nas obdarowuje. Niech będzie chwała i cześć, i uwielbienie! Szczęść Boże!