Miałam bardzo parszywy okres w życiu, który trwał około pół roku. Nieodwzajemniona miłość, śmierć bliskiej osoby, problemy zdrowotne i kryzys w pracy. Czułam straszną niemoc, miałam wrażenie, że wszystko się wali, a wokół czułam tylko presję oczekiwań. Bardzo często płakałam.
Pewnego dnia podczas kolejnego gorszego dnia w pracy, kiedy już się wypłakałam pomyślałam sobie, że tylko Matka Boża może mi pomóc. Oddałam się jej całkowicie. W nowennie pompejańskiej poprosiłam by poukładała moje życie zgodnie z wolą Bożą, nawet jeśli wiąże się to ze zmianą pracy, czy otoczenia. Już podczas odmawiania pierwszego różańca nowenny pompejańskiej poczułam wewnętrzny spokój, momentalnie ogarnęła mnie wielka ulga. Sprawdziłam później daty zakończenia części błagalnej i dziękczynnej nowenny pompejańskiej i obie były nieprzypadkowe. Odczytałam to jako znak, że muszę wytrwać w tej nowennie do końca.
Wszystko zaczęło się powoli układać. W pracy sytuacja się unormowała, zdrowie wróciło i przestały mnie męczyć natrętne myśli i strach o przyszłość, zaczęłam znów odczuwać radość z życia i ufać w Boży plan. Dziękuję Ci Matko za opiekę!