Dziś upłynęły kolejne tygodnie od wydarzeń, które utwierdziły mnie w wierze i sile modlitwy. W swoim życiu odmówiłam dwie nowenny pompejańskie, ale tylko tym razem czułam, że jest inaczej. Podjęłam się nowenny pompejańskiej w intencji przyjaciela, który zmagał się z choroba nerek.
Wielotorbielowatość nerek doprowadza do dializy i potrzeby przeszczepu. Mój przyjaciel cierpliwie i zaufaniem Bogu znosił trudy choroby. Był w procesie wpisywania na listę do transplantacji, jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie. Do podjęcia nowenny pompejańskiej zainspirowała mnie pewna pani doktor, która dziś nie pamięta nawet wypowiedzianych słów, zachęty do tej modlitwy. Jednak mocno wryły się w moim sercu. Ruszyłam z różańcem. Dużo dobra działo się wokół. Skończyłam część błagalną wierząc, że uda się wpisać na listę i znaleźć dawcę. Jakież było moje zaskoczenie, gdy następnego dnia dostałam informację, że został wpisany na listę do przeszczepu! Już było za co dziękować. Następnego dnia przyszła kolejna wiadomość – znalazł się dawca! Łez radości nie było końca. Czas oczekiwania na przejazd do szpitala zbiegł się z dojazdem na miejsce na godzinę 15.00! Czuliśmy Boże prowadzenie.
Został szczęśliwie operowany. Kolejne dni modlitwy dziękczynnej niosły mnie na skrzydłach wiary i uwielbienia Boga w jego dobroć. Wiem, że bardzo dużo ludzi zanosiło modlitwę do nieba w jego intencji. Dla mnie była to modlitwa umacniająca moją wiarę i zaufanie do końca.
Dziś wraca do sił i służy Bogu i ludziom. A robi to z całym sercem i zaangażowaniem. Zawsze powtarza- po coś to jest…Tym zdaniem potrafi rozbawić i pokrzepić w najtrudniejszych warunkach. Chwała Panu!