Pierwszą nowennę pompejańska odmówiłam w drugiej ciąży. Pierwsza skończyła się cesarskim cięciem, ale bardzo pragnęłam urodzić naturalnie drugie dziecko. Obawiałam się, czy dam radę z nowenną, za pierwszym razem nie wyszło, ale zaraz zaczęłam ponownie odmawiać. Modlitwa uczyła mnie zawierzenia Bogu i zgody przede wszystkim na Jego wolę.
Im bliżej było terminu porodu, tym bardziej się denerwowałam. Byłam dobrze przygotowana, ale wiele rzeczy mogło pójść nie tak. Tydzień przed terminem przyjęłam, że może nie pójść po mojej myśli, ale może właśnie to będzie dla mnie dobre, bo tego chce Bóg. I odzyskałam spokój.
Poród zaczął się przed samym terminem. Gdy pojechaliśmy do szpitala, byłam zestresowana, ale na izbie przyjęć przyjęła mnie na oddział wesoła pielęgniarka – a na jej szyi zobaczyłam Cudowny Medalik, taki jak mój. Zrozumiałam, że Maryja jest ze mną i się uspokołam.
Po kilkunastu godzinach niewymuszanego porodu syn urodził się siłami natury, a ja nie miałam większych problemów. Zaraz wstałam i mogłam swobodnie zajmować się dzieckiem i nie wymagałam większej opieki. Położna powiedziała po wszystkim, że rzadko zdarza się, że jakaś kobieta przychodzi tak zmotywowana do porodu. Wierzę, że ten udany, wymarzony poród wyprosiła dla mnie Matka Boża.
Dzisiaj syn ma już 8 lat, jest bardzo zaradnym, bystrym chłopcem, a od roku służy jako ministrant w kościele. Wierzę, że Matka Boża opiekuje się nim i cała naszą rodziną.