Nowennę pompejańską odmawiałam już kilka razy w życiu, będąc na studiach. W zeszłym roku straciłam ciążę, mając już jedną córkę u boku. Trzy miesiące później byłam już znów w ciąży, a termin porodu przypadał dokładnie rok później, w dniu straty drugiego dziecka…
Wszystko było w porządku aż do trzeciego trymestru, kiedy odezwały się moje problemy zdrowotne z pierwszej ciąży. Obawy dotyczyły donoszenia ciąży oraz sposobu porodu.
Każda z opcji porodu była obarczona innym ryzykiem zdrowotnym, a ostateczną decyzję lekarze pozostawili mnie. Przyjaciółka namówiła mnie do odmawiania nowenny pompejańskiej. Bałam się, że nie dam rady, będąc w ciąży i mając dwulatka w domu. Modlitwę zaczęłam, kiedy wszystko było w porządku. Prosiłam o szczęśliwą ciążę i poród, nie wiedząc, jakie decyzje będę musiała podjąć.
Ostatni dzień modlitwy przypadł na dzień, w którym spotkałam kogoś, kogo nie widziałam od lat, a ta osoba podała mi kontakt do lekarza, do którego nie mogłam się nigdzie dostać. Moje obawy co do odmawiania modlitwy okazały się niepotrzebne. Dałam radę mimo obaw, podjęłam decyzję o rozwiązaniu ciąży siłami natury. Po analizie wszystkich za i przeciw oraz ryzyka, które w tej sytuacji było dla mnie większe, zaufałam modlitwie, którą skończyłam na progu trzeciego trymestru. Poród odbył się zgodnie z planem, szybko i sprawnie.
Nic z tego, co miało się wydarzyć zdrowotnie u mnie, nie wydarzyło się w takim stopniu, jaki był przewidziany po doświadczeniu z pierwszego porodu. Za cały pobyt w szpitalu, za lekarzy i pielęgniarki dziękuję, że tak cudownie się to rozwiązało. Wszystkim mówię, że to wymodlone rozwiązanie mojej sytuacji.