Pod koniec października moja Mama usłyszała diagnozę – nowotwór piersi. Był płacz, niedowierzanie, pytania: dlaczego ona? Z pomocą przyszła nowenna pompejańska i nasza Ukochana Matuchna Przenajświętsza.
O samej nowennie pompejańskiej dowiedziała się moja Mama od Pani wykonującej jej badanie mammograficzne. Najpierw odmawiała Mama, a później dołączyłam i ja. Od pierwszych chwil odmawiania nowenny towarzyszył mi niesamowity spokój o Mamę, jej chorobę. Coś czego nie zaznałam od kilku miesięcy. Coś czego tak bardzo potrzebowałam, bo w tym czasie nosiłam pod sercem syna. Matuchna otuliła mnie swoim płaszczem w przenośni, ale i dosłownie. Odczułam na sobie obecność naszej Najukochańszej Matki.
Moja Mama jest już po leczeniu chemioterapią, czuje się lepiej, choć nadal nie są znane dalsze losy co do choroby, to jednak spokój i ukojenie jakiego doznałam były czymś najpiękniejszym w tym bardzo trudnym czasie.