Po ciężkim rozstaniu z chłopakiem byłam trzy lata sama. Nasz związek był bardzo ciężki. Chłopak okazał się toksyczny, więc długo nie mogłam się z tym pogodzić.
W ciągu tych trzech lat, mimo że wcześniej byłam osobą wierzącą, ale myślę, że doznałam nawrócenia, ponieważ zaczęłam często chodzić do spowiedzi, do kościoła, wyznawać wszystkie grzechy, które nawet mi się przypomniały sprzed kilku lat.
I w pewnym momencie zaczęłam tęsknić za kimś, kto by mnie pokochał i kogo ja bym mogła pokochać. W pewnym momencie przyszła taka myśl, że będę odmawiać nowennę pompejańską za męża, za dobrego męża.
I wtedy właśnie po jakimś czasie zaczęłam wchodzić na strony randkowe, niestety na stronach takich, no nie można było znaleźć nikogo wartościowego, więc zaczęłam wchodzić na strony dla osób wierzących. Tam dostałam dwie, może trzy wiadomości i jedna z nich to była wiadomoscia od Grzegorza. I przy tej wiadomości już zostałam, ponieważ urzekła mnie prawda. Brakowało mi wcześniej szczerości, a on jako jedyny to, co pisał, pisał bezpośrednio. To, co przeżył, jaki jest i po prostu przy tej wiadomości już zostałam.
Potem przeszliśmy na maile. Pisaliśmy siedem miesięcy. Piękne maile, mogłabym powiedzieć, że jak piękne długie listy. A po tym czasie przyjechał do mnie i chciał mnie ściągnąć do siebie do Anglii. Ja się bardzo bałam, ale był jedyną osobą, dla której potrafiłam porzucić lęk i polecieć do Anglii.
Ślub wzięliśmy w 2019 roku, a poznaliśmy się w 2017. Więc jesteśmy już ze sobą trochę czasu.
Mieliśmy różne wzloty i upadki, ponieważ krótko po ślubie mój mąż zachorował na COVID, był w śpiączce dwa miesiące i to, co powiedziała lekarka, że był jedną z osób najciężej chorych w kraju. Byliśmy w szoku. To, jakie telefony dostawałam od lekarzy, że mąż nie przeżyje, że widzą małą szansę, że mąż powoli umiera pod respiratorem (ja wtedy z małą córeczka na rękach 6 miesięczna), ale ponieważ nie ma dużych schorzeń i jest młodym człowiekiem będą szukać rozwiązania.
I w końcu dostałam telefon, że jest jedno wolne miejsce w Londynie pod maszyną ECMO i go tam przetransportują. Więc to był po prostu cud. Ja w tamtym czasie również zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską, więc to się znowu łączy.
I mój mąż mówił, że w czasie śpiączki widział ręce Maryi i w te ręce włożone moje dłonie. A więc, no wiadomo, nowenna pompejańska jest składana w intencjach prosto do Maryi, więc wiem, że to były jej dłonie i trzymały tam cały czas mojego męża, a w nich moje ponieważ każdego dnia trzymałam różaniec modlac się o powrót mojego męża do zdrowia. Mąż powiedział, że w pewnym momencie te dłonie się otworzyły i wyleciało tysiące białych ptaków. Więc czuję, że to była każda pojedyncza modlitwa za mojego męża. Mnóstwo mszy wziętych za Niego oraz prośba do każdej osoby by się pomodliła ( nawet do tych którzy nie wierzą).
Mój mąż wyszedł z tego. Lekarze, Anglicy, którzy wiadomo, z wiarą są na bakier, powiedzieli, że jest to cud. Mój mąż uczył się od początku chodzić, siadać. Miał rurkę w krtani, więc przez pewien czas tam nie mógł mówić, ale wrócił do nas.
Jesteśmy wszyscy razem i mamy kolejne dzieciątko, ponieważ wtedy, kiedy mój mąż zachorował, mieliśmy sześciomiesięczną córeczkę, więc był to dla mnie ciężki okres, bo zostałam z tym jakby sama. Mam tutaj siostrę, która też pracuje w Anglii, ale wiadomo, siostra też musiała w tamtym okresie chodzić do pracy. Więc były dni, kiedy czułam się bardzo samotna i przestraszona.
Po powrocie odmówiliśmy kolejna nowennę pompejańska. I jeszcze jedna kiedy była w ciąży z pierwszym dzieckiem. Obecnie odmawiamy 4 albo 5 nowennę. Ponieważ jesteśmy w ciężkiej sytuacji finansowej.. i błagamy Maryję o umorzenie długo (zrobionego przez kogoś, który spadł na nas). Bardzo chciała bym tu wrócic z kolejnym świadectwem 🙂 prosiła bym każda osobę, która to czysta o modlitwę za Nas.