Nie pamiętam, gdzie dokładnie usłyszałam po raz pierwszy o nowennie pompejańskiej. Raz próbowałam odmówić ją jako nastolatka, ale wydarzyło się coś co wzbudziło we mnie lęk i zrezygnowałam z modlitwy. Wiele lat później szwagierka opowiadała o tym, że odmówiła tą nowennę pompejańską…wtedy to przypomniałam sobie o niej.
Będąc w ciąży podczas badań prenatalnych wyszło u mojego dziecka bardzo duże prawdopodobieństwo zespołu Downa oraz ryzyko wystąpienia wady serca. Byłam wtedy załamana. Czułam się z tą informacją samotna. Mimo, że rozmawiałam o tym z mężem, któremu także było ciężko i z przyjaciółką, to jednak było to takie przeżycie, o którym się ciężko rozmawiało. Gdy zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską, to poczułam się zaopiekowania, niczym dziecko, które wtuliło się w ramiona matki.
Podczas odmawiania różańca napotykałam wiele przeszkód, ale byłam bardzo zmotywowana, żeby dotrwać w swoim postanowieniu do końca. Chciałam zrobić amniopunkcję, aby dowiedzieć się czy dziecko jest zdrowe oraz gdyby okazało się że nie, to już na wczesnym etapie znaleźć dobry szpital i zaopiekować się dzieckiem w najwcześniej możliwym momencie.
Pierwsza część błagalną nowenny pompejańskiej ukończyłam w dzień amniopunkcji… wtedy też było Święto Matki Bożej Pompejańskiej. Wybrano w ten dzień takie papieża. Oglądając relacje w telewizji odmówiłam wraz z papieżem Leonem XIV suplikę. W ostatni dzień odmawiania nowenny pompejańskiej skończyłam późno odmawiać różaniec. Może po godzinie 20. Byłam w szoku kiedy to o tej porze dostałam telefon z wynikami i okazało się, że moje dziecko jest zdrowe. Jestem bardzo wdzięczna Maryi za okazaną mi łaskę. Spotkało moją rodzinę wiele błogosławieństw.