Jak możemy przeczytać w Słowniku języka polskiego PWN, „wzywać” to „dać sygnał do rozpoczęcia czegoś”. I to idealne określenie tego, co Pan Bóg uczynił w moim życiu.
Zaczęło się pod koniec ubiegłego roku. Wtedy to częściej niż wcześniej zaczęłam sięgać po różaniec, jednak odmawiałam zazwyczaj jedną dziesiątkę, bez rozważania tajemnicy. Nie wiedziałam wtedy o istnieniu nowenny pompejańskiej.
Nieco streszczając – w styczniu tego roku „przypadkowo”, bo przypadek jest drugim imieniem Ducha Świętego, zaczęłam dowiadywać się coraz więcej o tej modlitwie. W tamtym czasie dużo myślałam o pewnej osobie, z którą nie miałam już kontaktu. Była niewierząca i martwiłam się o jej duszę i smuciłam się, że nie dostrzega Bożej miłości i Jego samego. Zrozumiałam, że powinnam odmówić za tę osobę nowennę pompejańską, ale miałam mnóstwo obaw i bardzo zwlekałam. Prosiłam Ducha Świętego o pomoc w zrozumieniu co mam czynić i pewnego razu podczas modlitwy w mojej głowie pojawiło się „Przysłów 13:13”. Oto, co zostało mi przekazane poprzez ten werset: „Kto gardzi nakazem, ten szkodę ponosi, nagrodę otrzyma, kto rozkaz szanuje” (Prz 13:13) Zaczęłam nowennę pompejańską.
Mimo obaw te 54 dni były bardzo owocne. Jak się okazało, nawet zwlekanie nie było przypadkowe. Od razu po skończeniu pierwszej pompejanki zaczęłam odmawiać drugą, która zakończyła się w ważnym dla mnie dniu. Teraz jestem w trakcie trzeciej nowenny pompejańskiej i widzę duchowe owoce tej cudownej modlitwy. Jak wspominałam, nie mam kontaktu z osobą, za którą się modliłam, jednak ufam, że w wybranym przez Pana czasie stanie się jedną z tych, z których radość w Niebie będzie większa, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia…
Ja sama bardzo zbliżyłam się do Boga, co dostrzegłam dopiero po czasie. Nauczyłam się polegać na Nim i Jego woli, poświęcam Mu znacznie więcej czasu niż kiedyś i czuję się, jakbym zaczęła żyć na nowo. Wiem, że jest we mnie mnóstwo do poprawy, ale jestem także szczęśliwa z tego, jaka się staję. Maryja naprawdę przyprowadziła mnie do Pana Jezusa i Jego Serca. Wierzę, że we właściwym czasie to samo uczyni osobie, za którą się modliłam.
Jeśli czytasz teraz moje słowa, a nie odmówiłeś jeszcze nowenny pompejańskiej, to prawdopodobnie masz taki zamiar. Chcę Ci powiedzieć jedno – po prostu zacznij. Proś o wytrwałość i ufaj. Pewnie w którymś momencie przyjdzie zniechęcenie, ale warto to wytrzymać, bo prędzej czy później zobaczysz, ile te 54 dni Ci dały. Wierzę, że Maryja wyjedna u Pana Boga potrzebne Ci łaski, a Twoja intencja zostanie wysłuchana, jeśli taki jest Boży plan. Módl się, ufaj. I po prostu zacznij. Nawet dzisiaj.