Dowiedziałam się o Nowennie Pompejańskiej od znajomej, która mówiła, że ją odmawia. Wygooglowałam, czym jest, ale długo brzmiała jak nierealny wysiłek i zbyt czasochłonne zobowiązanie.
Czas na nią znalazłam, gdy dotarłam do punktu, w którym nie mogłam już patrzeć na cierpienie mojego ukochanego męża. Zawsze widziałam, jak niszcząca jest dla niego depresja, ale przyszło kilka bardzo ciężkich tygodni, w których ciężar życia zdawał się go przerastać. Nowenna Pompejańska pojawiła się w moim sercu i obiecałam sobie, że pomimo dwójki małych dzieci, w tym niemowlaka, znajdę na nią czas, żeby zrobić wszystko, żeby mój mąż poczuł się lepiej.
Już pierwszego dnia nowenny, dzięki Matce Bożej, Bóg mnie wysłuchał w sposób niesamowity. Dosłownie minutę po odmówieniu pierwszej części różańca mąż wszedł do pokoju, w którym byłam i zainicjował rozmowę, w której bardzo głęboko i szczerze porozmawialiśmy o życiu i o tym, co możemy zrobić, żeby życie dla niego nie było takie dołujące.
Nowennę Pompejańską ukończyłam kilka dni temu i jasne, mąż miewa lepsze i gorsze dni, ale nie nazwałabym już tego depresją tylko zwyczajnym spektrum humoru, jakiego doświadcza każdy. Dziękuję, Panie Jezu, dziękuję Maryjo, dziękuję moi świeci przyjaciele, o których wstawiennictwo również prosiłam.
Teraz już nie wyobrażam sobie życia bez Nowenny Pompejańskiej. Dobrze, że intencji jest dużo.