Wróciłam dzisiaj od lekarza i pragnę złożyć świadectwo nowenny pompejańskiej, tego jak Matka Przenajświętsza wstawiła się za mną u swojego Syna. Od ponad roku czasu miałam przekroczone normy badań krwi, co świadczyło o początku przewlekłej choroby nerek.
Artykuły w Internecie nie pozostawiały złudzeń. Gdy trzymałam się bardzo restrykcyjnej diety wyniki badań były troszkę lepsze, ale uświadomiono mi, że taka restrykcyjna dieta może prowadzić do osteoporozy i innych problemów zdrowotnych. Pani doktor, do której początkowo trafiłam trochę mnie uspokoiła i powiedziała, że rzeczywiście jest obniżona funkcja nerek, jednak wyniki badań nie są złe i trzeba je kontrolować, żeby wychwycić moment kiedy stan zacznie się pogarszać. Po każdym badaniu czytałam coraz więcej na temat choroby nerek i z każdym artykułem coraz bardziej się podłamywałam, bo uszkodzonych nerek nie da się naprawić, będzie tylko gorzej. Z biegiem lat zdrowe nerki coraz słabiej funkcjonują a co dopiero chore. I do tego świadomość, że pewnych leków nie można brać, a przecież nie wiadomo co może się w życiu przytrafić. Postanowiłam odmówić Nowennę Pompejańską w intencji swojego zdrowia i o to bym nie musiała stosować diety.
Po jakimś czasie dostałam skierowanie do poradni na NFZ i tam trafiłam na wspaniałą Panią doktor, która wytłumaczyła mi, że przekroczenie normy o niczym jeszcze nie świadczy (czasami są to indywidulane uwarunkowania, które nie mają nic wspólnego z chorobą), nie leczy się wyników badań tylko człowieka, dała mi skierowania na mnóstwo badań krwi i moczu i powiedziała, że wrócimy do rozmowy jak będą wyniki.
Dzisiaj byłam na omówieniu wyników badań i Pani doktor definitywnie wykluczyła początek przewlekłej choroby nerek. Wszystkie wyniki wyszły w normie nawet te, które przez ponad rok wychodziły gorzej
Podczas odmawiania nowenny pompejańskiej towarzyszyły mi różne uczucia: czasami strach i ze łzami odmawiałam różaniec, czasami ze spokojem i ufnością. Fakt, że pierwszy dzień części dziękczynnej przypadł w Wielką Niedzielę napełnił mnie przekonaniem, że wszystko będzie dobrze. Bardzo się ucieszyłam gdy odkryłam, że ostatni dzień części dziękczynnej to 1 maja, czyli pierwszy dzień moich ulubionych Nabożeństw Majowych. Miałam więc świadomość, że Matka Boża nade mną czuwa, ale radość z tego, że nawet nie muszę stosować żadnej specjalnej diety jest nie do opisania. Dziękuję Matko Przenajświętsza, że mi pomogłaś, chociaż moja modlitwa była daleka od ideału.