Nowennę Pompejańską odmawiałam po raz pierwszy, w intencji mojego narzeczonego, który od kilku lat zmaga się z nałogiem alkoholowym. Miewał miesiące, gdy nie pił wcale, żeby potem wpadać w ciąg alkoholowy.
Tak też było na początku tego roku. Pierwsze dwa miesiace wytrzymał w trzeźwości, ale od marca wpadał w ciągi trwające tygodniami. Nie mógł dojść do siebie, więc bywało, że tydzień bądź dwa z rzędu nie chodził do pracy. Szczerze mówiąc aż tak źle wcześniej jeszcze nie było.
W Wielkanoc nie mogłam juz tego znieść i zaczęłam sie intensywnie modlić, odmówiłam też różaniec, bo taką poczułam wewnętrzną potrzebę. Przeglądając w internecie różne informacje trafiłam „przez przypadek” na Nowennę Pompejańską. Oczywiście to nie mógł byc żaden przypadek. Po Wielkanocy zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Na początku miałam sporo zapału, ale bywały też gorsze dni, szczególnie w części chwalebnej.
W trakcie sporo sie wydarzyło, na początku narzeczony nadal bardzo dużo pił, chociaż miewał prześwity świadomości, że musi skończyć z nałogiem, nawet poszedł raz na terapię. Potem nastąpiło znowu pogorszenie, które skutkowało komplikacjami przez choroby współistniejące, trafił nawet na SOR. W ostatnie dni Nowenny Pompejańskiej narzeczony nadal pił, ale obiecał poprawę i rzeczywiście ilości alkoholu były mniejsze, pomimo tego jego stan zdrowia w ostatni dzień się drastycznie pogorszył. Nie wiedząc co robić w tej sytuacji nadal zawierzałam jego zdrowie w modlitwie Bogu i Maryi.
W kolejnych dniach zaczął powoli dochodzić do siebie. Ilości alkoholu były naprawdę w porównaniu z wcześniejszymi sytuacjami szczątkowe a od kilku dni nie pije. Dodatkowo układa sobie plany na zdrowy styl życia. Na terapię nadal nie chce iść, ale ważne, że nastąpiła znaczna poprawa. Z całego serca dziękuję Matce Bożej za ogromną pomoc. Nadal codziennie modlę sie w intencji uzdrowienia i wysyłam intencje na msze w Pompejach.