Jestem winna świadectwo wielkiego miłosierdzia Bożego. Moja siostra kilka lat temu wyszła za mąż za dobrego spokojnego człowieka. Znali się długo, bo od początku szkoły średniej, przez całe studia. Wspólne pasje, znajomi, wycieczki, wspólnota…
Po ślubie zamieszkali w domku na działkach, który jej mąż zaczął budować z tatą jeszcze wcześniej, obok rodziców. Siostra urodziła dzieci. Już przed ich urodzeniem zaczęły się problemy. Nasze relacje bardzo się popsuły. Nasza rodzina została postawiona w bardzo złym świetle, siostra prawie zerwała z nami kontakt. To był trudny czas. Odmówiłam za nią nowennę pompejańską. Bóg dał jej przejrzenie na oczy, że jesteśmy jej przyjaźni, nie zostawimy jej w potrzebie. Nasze relacje wróciły na właściwe tory. Znowu możemy być siostrami i w miłości i ufności budować swoją przyszłość.
Za to zły rzucił się na męża siostry. Została sama ze swoimi zmaganiami, ciążą, obowiązkami rodzinnymi, macierzyńskimi. Mąż stał się oziębły, zaborczy, obojętny na prośby o pomoc, wulgarny, nie opiekował się dziećmi, uciekał przed obowiązkami rodzicielskimi do pracy. Jego rodzice wtórowali mu. Teściowa we wszystko się wtrącała uzurpując sobie prawo do decydowaniu o ich życiu w najdrobniejszych szczegółach. Zaczęły ich drażnić wspólne święta, uroczystości rodzinne, religijne obrazki na ścianach. Pojawiły się dziwne świeczniki.
Atmosfera stała się nie do zniesienia. Awantury, krzyki, wyzwiska, bezradność mojej siostry. Siostra wyprowadziła się z domu. Zabrała dzieci. Doszła walka o dzieci. Byliśmy bezradni. Podejrzewaliśmy chorobę umysłową lub opętanie (albo jedno i drugie) jej męża. Rozważaliśmy unieważnienie małżeństwa lub spisek rodzinny aby usidlić w domu moją siostrę.
Postanowiłyśmy (ja, dwie siostry i mama) odmówić nowennę pompejańską. Zamówiłam również msze wieczyste na nich wszystkich. Siostra kropiła wodą święconą i solą wszystkie miejsca przebywania męża, dzieci czy teściów. To był czas walki, nie było oznak nadziei ani zmiany, prawie się poddaliśmy. Każdy dzień i tydzień nowenny przybliżał nas do decyzji o rozwodzie. Siostra miała już umówionego adwokata. Czekała tylko do zakończenia modlitwy. Po zakończeni nowenny pompejańskiej dała ultimatum mężowi- albo się ogarnie albo za kilka tygodni będzie rozwód. I- jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki- zgodził się.
Na razie się stara. Skończyły się krzyki. Mieszkają z dala od teściów. Planują budowę nowego domu. Jest jeszcze wiele do naprawienia, dużo pracy. Relacje z teściami są bardzo chłodne. Ale wiem, że to co jest teraz zawdzięczamy tylko wstawiennictwu Maryi i Bożemu miłosierdziu.