Zbliżał się długi weekend listopadowy, mój chory Brat trafił do szpitala, stan był poważny. Od dłuższego czasu Brat nie był u spowiedzi świętej, postanowiłam więc modlić się nowenną pompejańską prosząc dla niego o pojednanie z Bogiem, dobrą spowiedz. Dość szybko stan Jego zdrowia pogarszał się.
Był czwarty dzień nowenny (część błagalna) gdy stracił kontakt z otoczeniem, pojawiła się silna arytmia, podłączono tlen. Lekarz stwierdził stan krytyczny sugerując, że nie odzyska przytomności. Ja byłam spokojna, mocno zaufałam Matce Bożej i wierzyłam w Jej pomoc. Wieczorem wezwano dyżurnego anestezjologa, który pomógł ustabilizować życiowe parametry ale stwierdził, że to może być chwilowe i zagrożenie wróci.
W następnym dniu Brat odzyskał kontakt z otoczeniem, był przytomny, rozmawiał. W południe kapelan odwiedzał chorych proponując spowiedz i komunię świętą. Brat stwierdził, że jutro się wyspowiada, ksiądz na to odpowiedział: nie wiadomo co będzie jutro, lepiej dzisiaj, ja pomogę. I tak się stało. Po spowiedzi ksiądz wyszedł do nas i powiedział: chory wyspowiadał się, spowiedz była ważna, otrzymał rozgrzeszenie i sakrament chorych – to był piąty dzień nowenny pompejańskiej.
W kolejnych dniach stan Jego zdrowia pogarszał się i w piątym dniu po otrzymaniu Sakramentów Brat zmarł. To świadectwo piszę w ostatnim dniu nowenny pompejańskiej dziękując z całego serca Matce Bożej za okazaną pomoc.
Piękne świadectwo – tą modlitwą uratowałaś dusze brata od potępienia i zmarł w ŁASCE UŚWIĘCAJĄCEJ to jest zbawiony