Piszę to świadectwo, aby wesprzeć wszystkie Matki w stanie błogosławionym, które oczekują narodzin swojego dziecka, a jednocześnie muszą zmierzyć się z trudną diagnozą choroby lub wady rozwojowej.
Dnia 8 maja 2025 roku – w dniu wyboru Papieża oraz w święto Matki Bożej Pompejańskiej – podczas badania USG II trymestru dowiedzieliśmy się dwóch niezwykle ważnych rzeczy. Pierwszą była radosna wiadomość, że spodziewamy się syna. Drugą – bardzo trudna diagnoza: u naszego dziecka wykryto guz w obrębie nosa, który mógł wskazywać na przepuklinę mózgu.
Mój mąż od razu powiedział, że nasz syn otrzyma imię po Papieżu oraz że podejmuje Nowennę Pompejańską w intencji jego zdrowia. Ja początkowo czułam, że nie podołam tej wymagającej modlitwie. Jednak już następnego dnia, pomimo wewnętrznych obaw i trudności, również zdecydowałam się ją rozpocząć. W czasie całej ciąży odmówiłam dwie Nowenny Pompejańskie.
W naszej modlitwie prosiliśmy także o wstawiennictwo świętych i sług Bożych, między innymi: o. Stanisława Papczyńskiego, o. Bernarda Łubieńskiego, św. Gerarda, Sługi Bożej Anny Jenke, Sługi Bożego Wenantego Katarzyńca oraz wielu innych. Pomimo ogromnej niepewności i trudnych rokowań, przez cały czas modlitwy towarzyszył mi głęboki pokój serca. Wiele osób dziwiło się, że jestem tak spokojna i nie okazuję lęku – ja jednak czułam, że nie jestem sama.
Starałam się codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej. Często wychodziłam z kościoła jako ostatnia, trwając jeszcze na modlitwie i prosząc Jezusa oraz Maryję o uzdrowienie mojego dziecka.
Pierwszego dnia części dziękczynnej Nowenny Pompejańskiej, po Mszy Świętej, podszedł do mnie sąsiad. Ujął mnie za rękę i powiedział: „Olu, będzie dobrze. Bóg nas wysłucha. Dziecko będzie zdrowe.” Chwilę później, wychodząc z kościoła, spotkałam drugiego znajomego, który zatrzymał mnie i powiedział, że musi przekazać mi coś ważnego – że guz zniknie i wszystko będzie dobrze.
Odebrałam te słowa jako szczególny znak od Matki Bożej – że przyszła do mnie przez tych ludzi, aby mnie umocnić i zapewnić, że wszystko jest w Jej rękach. To doświadczenie napełniło mnie jeszcze większym pokojem i ufnością.
W 22. tygodniu ciąży przeszłam zabieg amniopunkcji, aby wykluczyć wady genetyczne. Niestety, po badaniu zaczęły odchodzić wody płodowe. Lekarz powiedział mi wprost, że powinnam przygotować się na możliwość utraty dziecka. Był to dla nas bardzo trudny moment.
Wtedy jeszcze bardziej zawierzyliśmy wszystko Bogu i Matce Najświętszej. Modliliśmy się nie tylko o zdrowie dziecka, ale także o samo utrzymanie ciąży. Prosiliśmy również naszych bliskich o modlitwę. Ku zdumieniu lekarzy, wody płodowe przestały odchodzić i ich poziom wrócił do normy. Lekarz prowadzący powiedział, że z medycznego punktu widzenia jest to niewytłumaczalne.
Mimo tych doświadczeń kolejne badania wciąż budziły niepokój. Lekarze podejrzewali, że guz ma połączenie z mózgiem, a dodatkowo wskazywano na możliwość problemów z oddychaniem po porodzie.
Nadszedł dzień rozwiązania – 10 września, w rocznicę odejścia do Pana o. Bernarda Łubieńskiego. Na sali było wielu lekarzy, przygotowanych na najgorsze. Jednak gdy nasze dziecko przyszło na świat, od razu zapłakało i zaczęło samodzielnie oddychać. Otrzymało 10 punktów w skali Apgar. Był to moment ogromnej wdzięczności i wzruszenia.
Cztery dni po porodzie wykonano rezonans magnetyczny. Do badania dziecko zostało uśpione. Po jego zakończeniu jego stan nagle się pogorszył – było sine, pojawił się bezdech. Były to chwile ogromnego strachu. Jednak po krótkim czasie wszystko wróciło do normy, a dziecko odzyskało prawidłowy oddech.
Wyniki badania przyniosły ogromną ulgę – okazało się, że zmiana to bardzo rzadki glejak nosa (1:40 000 przypadków) bez połączenia z mózgiem i o charakterze nienowotworowym.
Operacja usunięcia guza odbyła się 9 grudnia i przebiegła pomyślnie. Nasze dziecko bardzo dobrze ją zniosło i szybko wracało do sił, co również było zaskoczeniem dla lekarzy.
Z całego serca wierzę, że Matka Boża Pompejańska wysłuchała naszej modlitwy i otoczyła nas swoją opieką.
Jeśli czytasz to świadectwo i jesteś Mamą, która właśnie usłyszała trudną diagnozę – proszę Cię, nie trać nadziei. Nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się przesądzone, Bóg ma ostatnie słowo. Maryja naprawdę słucha i przychodzi z pomocą – czasem w sposób cichy, czasem przez ludzi, a czasem w sposób, który przekracza ludzkie rozumienie.
Zaufaj. Oddaj Jej swój lęk, swój ból i swoją bezradność. Ona się tym zajmie. Ja dziś patrzę na moje dziecko i wiem jedno – dla Boga nie ma nic niemożliwego. Maryjo, dziękuję z całego serca.