Moja historia z nowenną pompejańską zaczęła się po 2010r, kiedy po długim czasie biegania po lekarzach, badaniach, obserwacji śluzu, usilnych próbach zajścia w upragnioną ciążę. Koleżanki, kuzynki jedna po drugiej zachodziły w ciążę miały dzieci a ja nic. Płaczu pretensji do Pana Boga było mnóstwo, dlaczego Ja, co jest ze mną nie tak itd.
Nie pamiętam w jaki sposób wpadła mi w ręce informacja o nowennie pompejańskiej. Zaczęłam odmawiać jedna, druga, trzecia nowennę pompejańską, cisza, nic się nie dzieje, w intencji zajścia w ciążę. Było trudno, nie chciało mi się, byłam zniechęcona. Ale trwałam, byłam przygotowana na to, że łatwo nie będzie. Wcześniej czytałam dużo na ten temat. Stwierdziliśmy ze skoro tak to pomyślimy o adopcji, to mnie trochę uspokoiło. Jednak Pan Bóg miał inne plany.
Spotkaliśmy się z naszym znajomym księdzem z jakimś problemem moralnym, On pokierował nas do małżeństwa, które prowadziło wówczas Poradnictwo Rodzinne. Tam dowiedzieliśmy się, ze w naszym mieście na Uniwersytecie Medycznym będzie Pani ginekolog Naprotechnolog z Warszawy. Wzięłam wszystkie swoje wyniki i poszliśmy. Po wykładzie podeszłam porozmawiać, umówiłyśmy się na wizytę w Jej gabinecie. Na szczęście okazało się że przyjmowała w mieście sąsiadującym z moim jakieś 50 minut drogi. Okazało się, że będą potrzebne dwie operacje, co najśmieszniejsze w jeszcze innym mieście. Po drugiej operacji usłyszałam że mam 2 lata na zajście w ciążę, jeśli mi się nie uda, to już nic nie da się zrobić.
W 2016 r przeszłam modlitwę o uzdrowienie, w październiku byliśmy jeszcze na Jasnej Górze. W grudniu zobaczyłam na teście dwie kreski. Byliśmy bardzo szczęśliwi, jest w końcu udało się. Jednak w styczniu 2017 okazało się, że nie ma serca. W trybie pilnym znalazłam się w szpitalu. Załamanie, rozpacz, ból. Po dwóch miesiącach znowu byłam w ciąży. Syn przyszedł na świat po cesarskim cięciu. Po 16 miesiącach byłam w kolejnej ciąży. Córka urodziła się na styku tych 2 lat, o których mówiła ginekolog.
Po 16 miesiącach po córce, byłam w kolejnej ciąży z drugim synem. Dowiedzieliśmy się, że musimy wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania. Dwójka malutkich dzieci, kolejne w drodze i wyprowadzka. Był to akurat czas kolęd duszpasterskich. Przypadkowo spotkaliśmy na ulicy naszego zaprzyjaźnionego księdza. Opowiedziałam o naszej sytuacji i poprosiłam aby popytał, może ktoś, coś, gdzieś? A ja odmawiałam już kolejną nowennę pompejańską w tej intencji. Nie było łatwo ,dwójka malutkich dzieci, brak siły, czasu, ale jakoś udawało mi się ten czas wygospodarować. Tak bardzo chciałam zostać na tym osiedlu, w tej parafii, ale oddałam wszystko Matce Bożej.
Bywając u teściowej, która właśnie mieszka na tym osiedlu, nieświadomie powtarzałam jak bardzo chciałabym mieszkać w bloku obok. W trakcie części dziękczynnej nowenny pompejańskiej odebrałam telefon od księdza, że znalazł nam mieszkanie, w bloku obok teściowej na czwartym pietrze. Też wynajem. Śmiejemy się, że syn urodził się już po terminie, który podała Pani ginekolog. Dzięki nowennie pompejańskiej mamy 3 dzieci, i 3 w niebie, A także mieszkanie w którym mieszkamy do dziś.