Pragnę podzielić się świadectwem odprawienia dwóch Nowenn Pompejańskich w intencji dzieci adoptowanych duchowo. Mimo że od ich odprawienia upłynęło już sporo czasu, niedawny splot okoliczności dał mi wiele do myślenia.
9 stycznia bieżącego roku – ku memu zdziwieniu – otrzymałam dwa identyczne numery „Królowej Różańca Świętego” z Matką Bożą z Ostrej Bramy na okładce. W rzeczywistości miałam otrzymać tylko jeden numer prenumeraty. Kilka dni wczesniej zamówiłam kalendarz pompejański na 2026 rok, a po kalendarzu ani śladu. Czyżby zaszła jakaś pomyłka? Cieszyłam się co prawda z obu numerów „Królowej Różańca Świętego” z dołączonymi medalikami poświęconymi w Pompejach. No, ale co z kalendarzem? Napisałam e-maila do redakcji KRŚ, że doszło chyba do pomyłki. Kalendarz został wysłany jeszcze tego samego dnia priorytetem. Już następnego dnia byłam szczęśliwą posiadaczką kalendarza i mogłam go zawiesić w przygotowanym miejscu. Chociaż posiadałam już wszystko (a nawet nadmiar) odczułam, że jednak czegoś brakuje… Świadectwa!
Spoglądając na dwa egzemplarze „Królowej Różańca Świętego” z Miłosiernym Obliczem Maryi, cofnęłam się pamięcią do 7 października ubiegłego roku. Wtedy, we wspomnienie Królowej Różańca Świętego, rozpoczęłam 54-dniowe nabożeństwo otaczając modlitwą dziecko, które mój mąż adoptował duchowo. Uznałam po prostu, że skoro kilka miesięcy wcześniej odprawiłam Nowennę Pompejańską za swoje dziecko, które otoczyłam modlitwą w Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą, wypada także pomodlić się za dziecko mojego męża.
Wzięłam wówczas do rąk różaniec z paciorkami imitującymi bursztyn, podmieniając przy okazji nieco zniszczony łącznik na nowy z Obliczem Matki Bożej z Ostrej Bramy. Pięknie zgrał się z kolorystyką paciorków różańca i zarazem mieniącą się barwami porą roku.
17 listopada 2025 roku razem z mężem pomodliliśmy się po raz ostatni 10-tką różańca za duchowo adoptowane dzieci, które od 11 lutego – wspomnienia Matki Bożej z Lourdes – ratowaliśmy przez 280 dni. Owego listopadowego dnia w pewnej aplikacji modlitewnej wyświetliła się grafika przedstawiająca zadowolonych rodziców przytulających noworodka. Miałam dziwne uczucie, że razem z mężem ratowaliśmy modlitwą jedno i to samo dziecko, mimo że każdy z nas składał przecież osobne przyrzeczenie. Chociaż dziewięciomiesięczne dzieło modlitewne już się zakończyło, trwałam jeszcze na Nowennie Pompejańskiej aż do 29 listopada.
Jednak nie tylko na tym wspomnieniu się zatrzymałam. Cofnęłam się w czasie także do swej pierwszej Nowenny Pompejańskiej, lecz musiałam zajrzeć do swego terminarza z 2025 roku bo nie pamiętałam już dokładnej daty. Okazało się, że moja pamięć bardzo, ale to bardzo mnie zawiodła. 23 maja 2025 roku rozpoczęłam Nowennę Pompejańską także za dziecko adoptowane duchowo przez mojego męża co wyraźnie potwierdziła notatka w terminarzu. Dałam widocznie wówczas temu dziecku pierwszeństwo. Nowennę rozpoczętą w maju zakończyłam 16 lipca we wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej.
Nic więc dziwnego, że Maryja po prostu poprzez błąd redakcyjny KRŚ wskazała właśnie, że tkwię w błędzie. Chodziło przecież o kalendarz, a to właśnie w kalendarzu z terminarzem odnalazłam prawidłowe zapiski. Dziękuję więc Maryi z serca za te dwa numery „Królowej Różańca Świętego” z Jej Obliczem pełnym miłości i zarazem troski. Dziękuję, że i ja i mąż zostaliśmy przy tej redakcyjnej „pomyłce” obdarzeni poświęconymi w Pompejach medalikami.
Ufam zarazem Maryi, że owocem obu Nowenn Pompejańskich jest uratowane przed zagładą życie dziecka, że przyszło na świat otoczone miłością rodziców i najbliższych. Taka bowiem intencja towarzyszyła zarazem przy pierwszej jak i kolejnej Nowennie Pompejańskiej. Chwała za to Panu, że dał nam tak troskliwą i miłosierną Matkę!