Przedstawiamy Państwu audiobook książki „Bartolo Longo. Od kapłana szatana do apostoła różańca”. Autor: Marek Woś. Lektor: Jacek Lecznar.
Książka ta pozwala poznać historię życia autora Nowenny Pompejańskiej, niedawno kanonizowanego przez papieża Leona XIV. Życzymy owocnego słuchania!
Cz. 21 – Pompejańskie dzieci
Widząc grupkę zaniedbanych chłopców unikających kościoła, Bartolo postanowił podjąć się ich wychowania. Najpierw zorganizował katechezy, później szkółki czytania i pisania. Początkowo dzieci przyciągały słodkie figi, później konkursy strzeleckie, aż w końcu szkółki zgromadziły setki chłopców i dziewcząt. Dzieci przygotowywano do Komunii, a ich rodzice uczestniczyli w dodatkowych zajęciach.
By zapewnić młodym wykształcenie i zawód, Bartolo – za radą o. Ludovica – założył w Pompejach zakład drukarski. Chłopcy stali się zecerami, introligatorami i drukarzami, utrzymując siebie i rodziny, a jednocześnie rozpowszechniając kult Królowej Różańca.
W 1886 r. powstało przedszkole dla najmłodszych dzieci, które nie miały opieki, a po konsekracji sanktuarium w 1887 r. – sierociniec. Pierwsze pięć dziewczynek nazwano „córkami Maryi”, a wkrótce liczba wychowanek wzrosła do stu. Opiekę sprawowały siostry i wychowawczynie, a ich modlitwa i śpiew wypraszały liczne łaski.
Pompejańskie dzieła edukacyjne rozwijały się dynamicznie – od szkółki i drukarni, po przedszkole i sierociniec – stanowiąc odpowiedź na potrzeby społeczne epoki, w której analfabetyzm był powszechny. Bartolo pogłębiał swoją wiedzę pedagogiczną, uczestnicząc w konferencjach i czerpiąc wzorce m.in. od św. Jana Bosko.
Cz. 22 – Plotki i ślub
W 1883 r. Bartolo padł ofiarą oszczerstw ze strony prałata z sąsiedniej miejscowości. – Urażony odrzuceniem współpracy kapłan począł rozsyłać do darczyńców fałszywe informacje i oskarżenia. Początkowo Bartolo milczał, ale w końcu sprawa trafiła do sądu, gdzie prałat musiał odwołać obelgi.
W tym samym czasie narastały plotki dotyczące relacji Bartola i Marianny de Fusco, którzy spędzali razem wiele czasu, pracując na rzecz sanktuarium. Choć ich więź była czysta, ludzie szeptali o romansie. Pod wpływem sugestii przyjaciół, a ostatecznie samego papieża Leona XIII, który radził, by dla dobra pompejańskich dzieła wzięli ślub, Bartolo i Marianna zdecydowali się na małżeństwo. 1 kwietnia 1885 roku zawarli sakramentalny ślub, który był jednak białym małżeństwem, opartym na wierze i wspólnej duchowej misji.
Choć ślub uciszył część plotek, szybko pojawiły się nowe: o różnicy wieku, a nawet o rzekomych relacjach Bartola z pasierbicą. Następnie rozpoczęła się medialna kampania oszczerstw: neapolitańskie gazety atakowały Bartola i Mariannę insynuacjami erotycznymi, zarzutami defraudacji i fałszywymi biografiami. Fala nienawiści trwała niemal dwa lata, do 1888 r. Tymczasowo uspokoił ją uczciwy redaktor, który po osobistym zetknięciu się z dziełami w Pompejach opublikował pochwalny artykuł. Był to jednak dopiero jeden z wielu ciężkich sprawdzianów, jakie mieli jeszcze przejść założyciele sanktuarium.
Cz. 23 – U boku Marianny
Bartolo był człowiekiem ciepłym, serdecznym, pełnym humoru i entuzjazmu, łatwo zjednującym sobie ludzi. Jego młodzieńcza uczuciowość przekształciła się w głęboką miłość do Boga, a po złożeniu ślubu czystości traktował kobiety z ogromnym szacunkiem. Relacja z Marianną de Fusco była od początku czysta i oparta na wierze. Nawet po ślubie ich więź miała charakter wyłącznie przyjacielski, a sakrament małżeństwa stał się narzędziem umocnienia duchowego.
Marianna była osobą twardą, stanowczą, o ognistym temperamencie, ale ukształtowaną przez trudne doświadczenia: wczesne wdowieństwo, samotne wychowanie pięciorga dzieci, biedę i nieuczciwość ludzi. Jej dzieci sprawiały wiele kłopotów – jedno zginęło tragicznie, dwoje przeżyło cudowne ocalenia, a synowie Vincenzo i Francesco zasłynęli w Pompejach raczej ze złej strony. Z czasem, korzystając z wzrostu wartości gruntów, rościli sobie nawet pretensje do ziemi kościelnej.
Choć Marianna miewała wybuchy gniewu i chwile złości, Bartolo znosił je cierpliwie, często czekając na pomoc spowiednika. Sporadyczne spięcia nie przekreślały jednak ich głębokiej więzi. Fundamentem małżeństwa była wspólna modlitwa, wiara i wieloletnia przyjaźń. Mimo trudnego charakteru Marianny i problemów rodzinnych, stanowili parę zjednoczoną w Bogu, wierną różańcowi i powierzonym misjom.
Cz. 24 – Błogosławieni, którzy się smucą
Bartolo, mimo licznych dzieł, stał się obiektem gwałtownych ataków. Jednym z głównych oszczerców okazał się dawny współpracownik, kapłan, który po rezygnacji z pracy rozpoczął kampanię oszczerstw w specjalnie założonym czasopiśmie. W kolejnych numerach zarzucał Bartolowi defraudacje, luksusowe życie i wykorzystywanie składanych ofiar na cele prywatne. Oskarżenia podchwyciła prasa brukowa, pełna złośliwych karykatur i opisów rzekomych pałaców czy kufrów złota ukrytych w lochach kościoła. Artykuły, często inspirowane przez antyklerykałów, przypominały dawnych wrogów Bartola.
Fala oszczerstw osiągnęła szczyt w 1892 roku, gdy wydano broszurę z zebranymi zarzutami. Bartolo milczał, przyjmując to jako pokutę za młodzieńcze błędy, lecz przyjaciele i duchowni pisali sprostowania. Ostatecznie Romanelli został zawieszony we wszystkich funkcjach kościelnych.
Plotki dotarły nawet do Leona XIII, a Bartola posądzano o sprzyjanie masonerii, a nawet członkostwo w loży. Powodem było to, że do Pompejów przybywali także politycy i wolnomularze, których Bartolo – zgodnie z radą swojego kierownika duchowego – przyjmował, traktując ich datki jako możliwy początek duchowej przemiany.
Bolały go jednak te oskarżenia. 15 sierpnia 1891 r. zamierzał napisać list obronny do papieża, lecz nie było to potrzebne. Tego dnia w Pompejach wydarzyły się cudowne uzdrowienia, a Leon XIII w obecności kardynałów i biskupów udzielił Bartolowi pełnego poparcia. Sam Bartolo uznawał, że to Matka Boża oczyściła go z zarzutów.
Cz. 25 – Dzieci więźniów
Bartolo nie zatrzymał się na szkołach, przedszkolach czy sierocińcach. W 1892 r. zainicjował Zakład wychowawczy dla dzieci więźniów – dzieło śmiałe i kontrowersyjne. Impulsem było spotkanie z poszukiwanym zbrodniarzem, który martwił się o los swoich dzieci. Potem zaczęły napływać listy od więźniów błagających o opiekę nad dziećmi. Bartolo dostrzegł, że ci najmłodsi, choć nie byli sierotami, żyli ze stygmatem winy rodziców.
W maju 1892 r. przyjęto pierwszego chłopca, a niedługo później poświęcono kamień węgielny pod nowy dom. Do 1897 r. placówka liczyła już 100 wychowanków. Bartolo od początku podkreślał, że nie chodzi jedynie o wykształcenie, lecz o duchową resocjalizację – wyrwanie dzieci z zamkniętego kręgu wstydu i biedy.
Jednak nowatorski program spotkał się z falą krytyki. W epoce zafascynowanej darwinizmem i frenologią wielu „uczonych” twierdziło, że dzieci przestępców są genetycznie skazane na zbrodnie. Antropolodzy mierzyli czaszki, badali nosy i uszy, „dowodząc” nieodwracalnej degeneracji. Prasa i profesorowie zarzucali Bartolowi naiwność, a nawet szkodliwość społeczną. Krytykowali nazwę „dom dzieci więźniów”, twierdząc, że piętnuje chłopców; inni przewidywali, że skupienie ich razem stworzy „szkołę zła”. Dla Brata Różańca nie były to jednak powody do rezygnacji – wierzył, że miłość i wychowanie mogą odmienić los tych, którzy nie ponoszą żadnej winy za zło wyrządzone przez rodziców.