Przedstawiamy Państwu audiobook książki „Bartolo Longo. Od kapłana szatana do apostoła różańca”. Autor: Marek Woś. Lektor: Jacek Lecznar.
Książka ta pozwala poznać historię życia autora Nowenny Pompejańskiej, niedawno kanonizowanego przez papieża Leona XIV. Życzymy owocnego słuchania!
Cz. 0 – Wprowadzenie
Cz. 01 – W Pompejach
W 2002 roku Jan Paweł II w ogłoszonym „Liście o różańcu” wielokrotnie wspomniał Bartola Longo – nawróconego byłego spirytystę, który stał się gorliwym apostołem różańca. Longo, tercjarz dominikański o imieniu „Brat Różaniec”, poświęcił życie szerzeniu modlitwy różańcowej i dziełom miłosierdzia. W Pompejach zbudował sanktuarium Matki Bożej, a przy nim sierocińce, szkoły, domy dla dzieci więźniów i drukarnię, z której płynęły wieści o cudach Królowej Różańca. Dzięki niemu miejsce to odżyło duchowo i społecznie, przyciągając pielgrzymów z całego świata.
Zanim Bartolo przyjechał po raz pierwszy do Doliny Pompejańskiej, miejsce to było kojarzone wyłącznie ze starożytnym miastem zasypanym popiołem przez wybuch Wezuwiusza; symbolem przemijania i marności dawnego przepychu. W miejscu tym nie istniało jeszcze nowe miasto. Także współcześnie miliony turystów podziwiają ruiny, nie zdając sobie sprawy z cudu, jaki wydarzył się w Nowych Pompejach: powstania bazyliki Matki Bożej Różańcowej, dzieł miłosierdzia i niezliczonych łask, jakie spłynęły na to miejsce przez ostatnie półtora wieku.
Przyczyniła się do tego misja Bartola Longa, który w drugiej połowie XIX wieku podjął się dzieła duchowej i materialnej odnowy tej zapomnianej doliny. Wtedy Pompeje były terenem podzielonym administracyjnie, nękanym przez rabusiów i dzikie zwierzęta, a mieszkańcy żyli w biedzie i strachu. W takich okolicznościach Longo, zmagający się z kryzysem duchowym, otrzymał od Boga misję swojego życia: szerzenie różańca z tego miejsca na cały świat!
Cz. 02 – Sidła Złego
Połowa XIX wieku była czasem politycznych wstrząsów i antyklerykalnych nastrojów na Półwyspie Apenińskim. Po włączeniu Państwa Kościelnego do Królestwa Włoch w 1870 roku papieże przez dziesięciolecia nie uznawali nowej sytuacji, a dopiero traktaty laterańskie z 1929 roku ustanowiły niezależny Watykan. Na uniwersytetach dominowały „postępowe” idee, które w praktyce oznaczały walkę z wiarą i rugowanie oznak chrześcijaństwa z życia publicznego. Wspierali je arystokraci, urzędnicy, masoni i byli duchowni, stawiający się w roli sędziów moralności. Ruch antykościelny nie zawsze był ateistyczny – coraz większą popularność zdobywała nowa religia, czerpiąca z różnych źródeł, oparta m.in. na spirytyzmie. Seanse spirytystyczne stały się modą, szczególnie w Neapolu, gdzie w wielu domach odbywały się codziennie. Któregoś dnia 1864 roku znany dziennikarz Federico Verdinois prowadził taki seans, podczas którego wywoływano duchy zmarłych, proszono o rady i przepowiednie. Uczestniczył w nim młody student prawa Bartolo Longo. Zapytał ducha o bóstwo Chrystusa, istnienie piekła i ważność przykazań. Odpowiedzi – sprzeczne z nauką Kościoła – wywarły na nim duże wrażenie i pchnęły do odejścia od prawdziwej wiary.
Cz. 03 – Droga ku zatraceniu
Bartolo Longo, wychowany w religijnej rodzinie i uczony w szkole pijarów, początkowo trwał przy wierze, jednak fascynacja spirytyzmem i duchowymi eksperymentami zaczęła go od niej odciągać. W domu wzrastał pod okiem wymagającego dziadka i rodziców, którzy dbali o jego edukację. Po śmierci ojca i ponownym zamążpójściu matki Bartolo poczuł się mniej związany z rodziną i marzył o studiach w Neapolu. Choć ostrzegano go, że miasto to pełne jest pokus, ostatecznie w 1863 roku trafił tam na uniwersytet. Neapol porwał go salonowym życiem i atmosferą wolnomyślicielskich idei. Choć zachował marzenie o czystej, romantycznej miłości, to nabożeństwa traktował już jedynie jako folklor. Wykłady profesorów-antyklerykałów, jawnych apostatów i wolnomyślicieli zaszczepiły w nim nienawiść do Kościoła, kapłanów i sakramentów. Szczególnie wyśmiewano dominikanów w kontrze do kultu Giordana Bruna – bluźniercy wynoszonego jako bohater. Zły przykład dawali też niektórzy księża, atakujący Kościół i wzywający do jego reform. W tej atmosferze Bartolo sam stał się propagatorem antyklerykalizmu, zwątpił w Boga i uznał Jezusa, za Renanem, jedynie za niezwykłego człowieka.
Cz. 04 – Religia szatana
Bartolo Longo, choć odrzucił wiarę w Boga, był przekonany o istnieniu życia pozagrobowego. Fascynowały go seanse spirytystyczne, które zdawały się dawać dostęp do tajemnic duchowych i tworzyć zalążki nowej „religii przyszłości”. Duchy udzielały jednak sprzecznych i mętnych odpowiedzi – raz potwierdzając chrześcijańskie wartości, innym razem podważając dogmaty i rolę Kościoła. W przekazach pobrzmiewała wizja uniwersalnej religii, oczyszczonej z kapłaństwa i sakramentów, gdzie Kościół jawił się jako przeszkoda dla prawdziwej wiary. Bartolo, rozdarty między młodzieńczą pobożnością a głodem tajemnicy, coraz bardziej wciągał się w spirytyzm, czytał Kardeca i podążał za modnymi nurtami gnozy, antropozofii i teozofii, ściśle powiązanymi z masonerią. Z czasem stał się gorliwym propagatorem antykościelnych idei i badaczem okultyzmu, co zwróciło uwagę tajnej sekty. Tam, w mrocznym rytuale pełnym bluźnierstw, symboli śmierci i demonicznych wezwań, został „wyświęcony” na kapłana religii Lucyfera. W transie przemawiały przez niego duchy, a konsekracji towarzyszyła gwałtowna burza. Po obrzędzie Bartolo, wyczerpany, wpadł w stan koszmarów i halucynacji, które trwały wiele dni.
Cz. 05 – Na czele postępu
Bartolo, mimo koszmarnych doświadczeń po satanistycznej konsekracji, nadal angażował się w nową religię, łącząc ją z nauką prawa – 12 grudnia 1864 roku uzyskał tytuł profesora. Coraz głębiej tkwił w sekcie, a jego życie przebiegało między seansami a antykościelnymi wiecami. Na jednym z nich, zorganizowanym przy wsparciu profesorów i działaczy antyklerykalnych, zgromadził się tłum studentów, mieszczan i pospólstwa. Wolnomyśliciele i agitatorzy podburzali uczestników przeciw Kościołowi: żądali usunięcia krzyży ze szkół i urzędów, wyśmiewali papieża, oskarżali kler o chciwość i ciemnotę. Padały dramatyczne hasła, że Kościół to źródło ucisku, a „oświecona cywilizacja” domaga się jego wygnania z życia publicznego. Bartolo, stojąc na jego czele, nie mógł potem uwolnić się od echa tych krzyków, które brzmiały mu w uszach niczym złowroga pieśń. Wiece kończyły się zwykle pijaństwem i bluźnierczymi wrzaskami, lecz dla sekty stanowiły dowód jedności – arystokracja, wolnomularze, byli księża i zwykła uliczna tłuszcza spotykali się w nienawiści do Kościoła. Bartolo brał w nich udział, choć podświadomie czuł, że wymierzone są także w jego rodzinę i dawnych nauczycieli. Zaślepiony przesłaniem Lucyfera, niemal całkowicie utracił rozeznanie dobra i zła.