Nowennie Pompejańskiej, ale przeze wszystkim Maryi moja mama zawdzięcza zdrowie. Cała historia pokazuje, że nie ma przypadków i że Bóg nad nami czuwa. Zacznijmy od początku.
W 2022 roku będąc na wycieczce objazdowej we Włoszech byłam również w Pompejach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam nic o Nowennie Pompejańskiej. W dniu zaplanowanym na zwiedzaniu Pompei przysiadła się do mnie na śniadaniu starsza Pani (również uczestniczyła w tej objazdówce). Wiem, że miała na imię Zosia, bardzo aktywna Pani, zwiedziła kawał świata. Mówiła że do Polski zjeżdża tylko na lato a na co dzień mieszka w Melbourne (jeżeli jakimś cudem ten wpis do Pani dotrze, to proszę przyjąć moje dozgonne podziękowania, gdyby nie Pani opowieść być może dziś nie miałabym mamy). Pani Zosia opowiedziała mi o niezwykłej modlitwie, która działa cuda. Opowiadała o swoich własnych doświadczeniach z Nowenną Pompejańską i że tak naprawdę jej głównym celem na Pompeje jest odwiedzenie Sanktuarium. Kazała mi zapamiętać, że gdyby kiedykolwiek spotkało mnie w życiu coś złego, to nie ma silniejszej modlitwy. Przyznaję, że z rezerwą przyjęłam jej opowieść, ale mimo tego jej słowa zapadły mi w pamięć.
Mniej więcej rok po tych wydarzeniach dostałam najgorszy telefon w życiu. W jelicie mojej mamy znaleziono guz, ogromny. Lekarz kazał czekać na wyniki badań, ale nie pozostawił zbyt wiele złudzeń. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku coś mnie tknęło, przypomniałam sobie o Pani Zosi i o jej niesamowitej opowieści. Zaczęłam szukać informacji w Internecie na temat Nowenny Pompejańskiej, przeczytałam sporo świadectw i finalnie uznałam, że tak właściwie nie mam wyjścia, musze spróbować.
Moją intencją było oczywiście zdrowie dla mojej mamy. Oczywiście na początku z tyłu głowy miałam myśl „błagam, żeby to jednak nie było nic złośliwego”. Zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Po czasie przyszły wyniki badań. Nowotwór złośliwy, mamę czekała operacja a po operacji chemia. Nie poddałam się, odmawiałam Nowennę dalej. Nie było łatwo, nie chcę nawet wracać myślami do tego jak to wyglądało, co działo się w mojej głowie, jakie przychodziły myśli. Z relacji z Internetu wiedziałam jednak, że nie wolno mi się poddawać.
Pierwsza operacja musiała być przełożona, dziś wiem że to wyszło mamie na dobre. Przyszedł kolejny termin, operacja się udała, guz usunięto. Zaczęła się chemia. W międzyczasie skończyłam odmawianie Nowenny Pompejańskiej. Namówiłam też rodziców, oboje zaczęli odmawiać codziennie różaniec. Wszystko w ogromnym zaufaniu do Maryi. I choć bywało różnie, ja zawsze byłam w głębi serca pewna, że będzie dobrze.
Mama zakończyła chemię. Dziś ma doskonałe wyniki. Jest zdrowa i czuje się świetnie. Teraz z perspektywy czasu wiem, że chociaż bywało ciężko to wszystko poukładało się tak, jak powinno. Mama trafiła na doskonałych lekarzy, na wspaniałe podejście do pacjenta. Wiem, że nie bez powodu. Jestem przekonana, że właśnie ta jedna opowieść starszej Pani wygłoszona mi w zwykłej rozmowie przy śniadaniu zmieniła wszystko. Wiem, że to właśnie Nowenna Pompejańska sprawiła, że dziś mam zdrową mamę. Dlatego opisuję tą historię, być może tym razem to mi uda się komuś pomóc i przekonać do tej wspaniałej modlitwy i do powierzenia swoich problemów Maryi.