Dzisiaj chciałabym podzielić się moim świadectwem. Zaczęłam nowennę pompejańską ok 2 lata temu. Modliłam się wtedy o nawrócenie byłego chłopaka i o to, by do mnie wrocił. Po odmówieniu 2 czy 3 pompejanek nic się nie poprawiło, a nawet były sygnały, że jest gorzej.
Przez całą modlitwę było mi bardzo ciężko, bo zamiast starać się o nim zapomnieć (był dla mnie bardzo okrutny), to jeszcze nakręciłam o tym myśli.. intencja ta wydawała się naprawdę bez sensu, a jednak powzięta z jakiegoś natchnienia… Po pewnym czasie odpuściłam, uznałam że jeśli nic się nie zmieni to już nie zacznę kolejnej, poczułam spadek sił. Uznałam, że co ma być to będzie, już o nic nie proszę.
Jeszcze podczas odmawiania pierwszej nowenny pompejańskiej zadzwonili do mnie z centrum terapii, że mają dla mnie miejsce (było to niewiarygodnie szybko od zgłoszenia), byłam zaskoczona, ale poszłam. Od tamtej pory wiele decyzji trudnych, wiele problemów przepracowanych. Wiele trudnych konfrontacji z problemami.
Teraz byłam gotowa otworzyć się na nowego cudownego chłopaka i zapomnieć o poprzednich zranieniach, choć proces ten był bardzo długi i bolesny, dzięki niemu doceniam, jak wiele teraz mam.
Czasem modląc się w konkretnej intencji, ona się nie spełnia, ale otrzymujemy dla nas coś po stokroć lepszego. Teraz gdy widzę działanie tej modlitwy, razem modlimy się nią o pokój na świecie i wszystkich do tego gorąco zachęcam. Pozdrawiam i szczęść Wam Boże!