Pochodzę z katolickiej rodziny. Jestem po 40-tce. Moje kilkunastoletnie małżeństwo nie było idealne. Było bardzo dużo pięknych chwil ale do prawdziwego szczęścia brakowało dużo. Nie chcę tu pisać o małżonce, jej wadach w moim odczuciu, o tym z czym nie mogłem się pogodzić z jej strony. Chcę natomiast podzielić się tym co na pewno wpłynęło na rozpad naszego związku.
W moim życiu, głównie małżeńskim było dużo alkoholu (piłem często w ukryciu), nieczystości, kłamstwa, manipulacji (najczęściej spowodowanych uzależnieniem od alkoholu), egoizmu, lenistwa. Zawsze wierzyłem i wierzę w Boga lecz przyznaję, że była to tzw. „letnia” wiara. Praktyka polegała głównie na coniedzielnych mszach albo i nie. Uczęszczałem na mszę „bo tak trzeba”. Czasem tylko modlitwa poranna lub wieczorna. Często przyjmowałem komunię świętokradzko, robiłem to na pokaz. Wiedziałem, że nie było to dobre i tylko oddalałem się od Boga.
Zawsze miałem gdzieś z tyłu głowy, że nawrócę się na tzw. „stare lata”, gdy będę miał więcej czasu np. na modlitwę. Trwało to do początku 2025 roku. Wspomnę jeszcze, że 8-9 lat temu popadłem w nerwicę i depresję. Myślę, że alkohol przyczynił się do tego. Udałem się wtedy na ok. 2-miesięczną terapię dla osób uzależnionych. Moja żona zawsze mnie wspierała a w tamtym okresie szczególnie (mimo, że było dla niej szokiem gdy dowiedziała się o mojej słabości do wiadomej substancji). Abstynencja nie trwała zbyt długo – myślę, że niecałe 3 miesiące. Kończąc terapię byłem niemalże pewien, iż mój problem z alkoholem nie był faktycznym problemem i że jestem w stanie to kontrolować. Z czasem okazało się, że to myślenie było w 100% błędne.
Czas pokazał, że powróciłem do złych nawyków z przed terapii. Pojawiły się problemy w pracy. Stany depresyjne powróciły ze zwiększoną siłą. Wszystko zaczęło mnie przerastać. Postanowiłem, że zmienię pracę a było tylko gorzej. Pojawiły się ogromne problemy ze snem. Miałem podejrzenia, że żona mnie zdradza. Można powiedzieć, iż moje życie nagle się zawaliło. Dodatkowo napiszę, że nie mamy dzieci lecz tego tematu nie chcę rozwijać. Pojawiały się myśli, że najlepszym wyjściem z mojej sytuacji będzie np. jakaś choroba i spokojna śmierć.
W połowie stycznia 2025 roku upewniłem się, o prawdziwości moich podejrzeń odnośnie niewierności żony. To był dla mnie największy cios w życiu. Odwiedziłem w między czasie 3-ech lekarzy psychiatrów i chodziłem do psychoterapeuty. Mało albo w ogóle to nie pomagało. Mój stan psychiczny był fatalny. W dniu, w którym przekonałem się o związku mojej żony z innym mężczyzną postanowiłem odmawiać nowennę pompejańską.
O tej modlitwie słyszałem pierwszy raz chyba od swojej mamy ale było to bardzo dawno temu. Pamiętam jak kiedyś odmawiała ją moja żona. Moją intencją było ratowanie naszego małżeństwa. W trakcie odmawiania wiedziałem już, że po tej nowennie pompejańskiej zacznę kolejną, ale w innej intencji. Tak też się stało. Skończywszy pierwszą nic w naszym małżeństwie się nie zmieniło. A nawet mogę przyznać, że jest gorzej. Nadmienię, że od końca roku 2024 do dziś nie mieszkamy razem. Żona unika kontaktu ze mną mimo swoich obietnic. Wiem, że często w naszym małżeństwie ją zawodziłem. Teraz już tylko mam wrażenie, że traktuje mnie jako zbędną „rzecz” w swoim życiu.
Nie jedna osoba stwierdziłaby, że po ludzku rzecz biorąc Maryja nie wysłuchała mojej modlitwy. Sam tak do pewnego momentu trochę myślałem, jednak wiem, że tak nie jest. Dostałem wiele łask od wypraszającej Matki Bożej. Największa to łaska głębokiej wiary. Od dłuższego już czasu nie wyobrażam sobie dnia bez Eucharystii. Mam pragnienie by codziennie przyjmować Komunię (z tego co pamiętam to w ciągu ostatniego miesiąca nie byłem u Komunii może 2 razy). Nie piję już. Zrozumiałem swój nałóg i chcę z całego serca wytrwać w abstynencji do końca swojego życia. Jest to zupełnie inne pragnienie niż 8-9 lat temu. Zmieniłem terapię na inną, z własnej nieprzymuszonej woli (wcześniej czułem się trochę przymuszony). Często się spowiadam. Postanowiłem, że pojadę do Medjugorje. Tak też się szybko stało. Całym sobą czułem, że było to dla mnie niezwykłe miejsce. Brałem też udział w 3-dniowych rekolekcjach (niecałe 80km od miejsca mojego aktualnego zamieszkania). Byłem na pielgrzymce w Częstochowie. Myślę o kolejnych innych pielgrzymkach czy kolejnych rekolekcjach. Poznałem wspaniałe osoby, na które wiem, że nakierował mnie Bóg.
Oprócz nowenny pompejańskiej odmawiam też inne modlitwy, modlitwy z serca. Niemalże codziennie adoruję Jezusa w Najświętszym Sakramencie. 3 razy poczułem namacalnego dotknięcia Ducha Świętego! Były to dla mnie wyjątkowe przeżycia. Jeszcze 3 miesiące temu nawet bym nie pomyślał, że powyższe znaki, przeżycia, sytuacje mogą mnie spotkać. Wiele sytuacji, które jeszcze niedawno wyprowadziłyby mnie z równowagi traktuję z nadzwyczajnym spokojem. Robię i mówię takie rzeczy, o których wcześniej bym nawet nie pomyślał… chociażby to, że pod figurą Matki Bożej przy kościele do którego najczęściej chodzę składam kwiaty. Nie wstydzę się Jezusa. Wiem, że dzieje się to za sprawą łaski Pana.
Pomimo tak po ludzku mojej bardzo trudnej sytuacji, zaczynam być szczęśliwy. W moim życiu dzieją się „małe cuda”. Maryja działa. Modlitwa, relacja z Bogiem sprawia, że cały czas jest we mnie nadzieja. Staram się na swój sposób dziękować Bogu za wszystko co mu zawdzięczam. Trudne chwile są i na pewno będą, lecz wierzę, że Maryja będzie mnie dalej prowadzić i moje małżeństwo będzie uratowane. Życzę każdemu takiej ufności i zawierzenia 🙂 Chwała Panu!
Wow
Przepiękne świadectwo, pokrzepiające i dające nadzieję…
Niech Bóg i Maryja będzie z Wami