W zeszłym roku, tuż po Świętach Wielkiej Nocy zatelefonował do mnie mój przyjaciel mówiąc, „że mnie potrzebuje i czy mogę z nim pojechać na Jasną Górę”. Wiedziałem, że wydarzyło się coś trudnego. Coś o czym nie chce mówić przez telefon.
Serce przyjaciela, szczególnie takiego, który jest w Twoim życiu dla Ciebie najważniejszą osobą i z którym wiele żeście wspólnie przeszli, takie serce czuje mocniej, wyraźniej – ono często rozumie i wie bez słów. Nadszedł czas naszego spotkania. Podczas drogi powiedział mi, że żona go zdradziła i o wszystkim dowiedział się w Wielką Sobotę. Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Ale nie mogłem tego po sobie pokazać, przecież najbardziej cierpiał mój przyjaciel.
Był sierpień i pojechaliśmy razem do Medjugorje. On walczył o uratowanie małżeństwa i rodziny, a ja nieustannie trwałem obok niego przeżywając z nim każdy Jego ból – każdą emocje. Każde zrezygnowanie. Trwałem przy wszystkich Jego rozterkach i dylematach. Nie pozwalałem Mu dać się poddać w tej walce o wszystko. W drodze odmawialiśmy różaniec i modlitwy związane z nowenną pompejańską, bo jak się okazało, podjął On tę nowennę o ratunek dla Swojego małżeństwa i rodziny. Sam kilkakrotnie w życiu próbowałem podjąć się nowenny pompejańskiej, ale zawsze poddawałem się po kilku dniach. Tym razem czułem, że Matka Boża zaprasza mnie do tej modlitwy, by poprzez nią okazać mojemu przyjacielowi miłość i wsparcie. Niezbyt wiele się zastanawiając po powrocie z Medjugorje do Polski mój przyjaciel skończył swoją w intencji ratunku dla rodziny i zaczęliśmy wspólnie kolejną: On za swoją żonę, a ja za Niego.
Okazało się, że trud związany z samą modlitwą – nie ma nazbyt wielkiego. I to prawda, że gdy bardzo kochasz, nie ma w Tobie poczucia, że czegoś się nie da. Natomiast ataki złego chcące oderwać moje serce od tej modlitwy były przeogromne. Ból, łzy, cierpienie, a za nimi owoce. Owoce, które pozwoliły mi po pierwsze zobaczyć w moim przyjacielu Brata. Brata, przy którym jestem kochany i którego sam kocham. Zobaczyłem cud w którym Maryja ratuje to małżeństwo i tę rodzinę. Gdzie daje im siłę do walki i wyprasza dobro nie ludzka ręką znaczone. Nie bez trudności, ale pomimo nich. Nie bez zniechęcenia, ale pomimo niego. Nie bez łez, ale pomimo nich.
We wrześniu dane było mi uklęknąć w Pompejach przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej i wyznać Jej swoją miłość i wdzięczność za cuda, których dokonuje. To był też moment, w którym wiedziałem, że na tej jednej nowennie pompejańskiej się nie skończy ( razem z moim Bratem niedawno skończyliśmy trzecią nowennę). Jego małżeństwo i rodzina trwają, a On ma siły, a w sercu miłość, cierpliwość i ufność, które pozwalają Mu walczyć o święte życie dla siebie, swojej żony i dzieci. Jest dla mnie największym bohaterem, a Jego waleczne i pełne żaru serce w niczym nie ustępuję bohaterom z wielkich ekranów hollywoodzkich produkcji.
Ja dzięki tej modlitwie nowenną pompejańską otrzymałem skarby także dla siebie, o które przecież nie prosiłem. Doświadczenie ludzkiej miłości i silnej więzi, których nie znałem wcześniej. Ale i doświadczenie jeszcze większej więzi pełnej czułości z Matką Bożą i Bogiem Ojcem do którego każdego dnia mówię „Tatusiu” i wiem jak blisko mojego Brata, jego rodziny – blisko nas On jest.
To także już blisko 200 dni, codziennej Eucharystii, poprzez którą zrozumiałem, że nie mogę lepiej okazać miłości mojemu Bratu jak właśnie ofiarując owoce każdej mszy świętej i komunii za Niego i Jego rodzinę.
Długo zbierałem się, by podzielić się tym świadectwem, jednak za każdym razem siadając do pisania tych słów „zalewałem” się łzami. Poprzez to świadectwo chcę powiedzieć każdemu, że możesz czuć się nikim. Twoje życie może być droga przez cierpienie i łzy. Przez nieustanny ból. Nie poddawaj się!!! Pan Bóg poprzez czułe ręce Maryi chce mocno przytulić Cię do Swojego czułego Serca i obdarować wszystkim tym, czego potrzebujesz. Chce pokazać Ci, że masz przy sobie kogoś kto też po ludzku Cię bardzo kocha i jesteś dla niego ważny. Może nie będzie to wszystko wyglądać tak jak tego chcesz, ale napewno tak jak tego potrzebujesz.