Moje świadectwo dotyczy otrzymania łaski szczęśliwego donoszenia dwóch ciąż. To co opiszę miało miejsce w ciągu ostatnich 2,5 roku. Nowennę pompejańską zaczęłam odmawiać w drugiej ciąży – była to trzecia w moim życiu nowenna – bardzo zależało mi na dziecku i byłam pełna lęku ponieważ pierwszą ciążę straciłam w 2 miesiącu z powodu choroby genetycznej dziecka.
Wspomnę że miałam wtedy 26 lat, byłam zdrowa a w mojej ani męża rodzinie nie występowały choroby genetyczne- bałam się że kolejna ciąża zakończy się podobnie. Nurtowały mnie myśli czy w ogóle dane mi będzie zostać mamą. Chyba dopiero wtedy doceniłam wartość macierzyństwa, gdyż zrozumiałam, że należy pojmować je raczej jako łaskę, a nie naturalny „obowiązek” kobiety lub możliwość, którą można wykorzystać kiedy się ma na to ochotę.
W trzecim miesiącu ciąży trafiłam do szpitala z powodu plamienia- nie potrafię opisać strachu, który towarzyszył mi przed każdą wizytą kontrolną i badaniami. Na szczęście w miarę upływu czasu mój stan się poprawiał, a dziecko urodziło się we właściwym terminie i zdrowe. Po wcześniejszym doświadczeniu, które bardzo boleśnie przeżyłam, donoszenie ciąży było dla mnie ogromnym cudem, który zawdzięczałam Maryji.
Myślałam, że po pierwszym porodzie z kolejną ciążą będzie już tylko lepiej- myliłam się. Już na początku trzeciej ciąży sporo chorowałam (był to początek wiosny, młodsze dziecko uczęszczało do żłobka i bardzo często przynosiło do domu choroby, ostatecznie trafiłam z nim nawet do szpitala). W 7 tygodniu pojawiło się u mnie krwawienie, które było dla mnie oczywistą stratą ciąży- spakowałam się do szpitala, powiedziałam mężowi, że kolejny raz straciliśmy dziecko. Ze łzami w oczach pojechałam na SOR, gdzie okazało się, że było to pęknięcie krwiaka, a dziecko żyje- jednak czy ciąża się utrzyma było wielką niewiadomą.
Spędziłam tydzień w szpitalu na obserwacji- ten i kolejne tygodnie były dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem- pozostawało mi jedynie zaufać Bogu, sama nie mogłam nic zrobić, było to czekanie jakby w zawieszeniu, w strachu co będzie, w jakim kierunku potoczą się losy mojego dziecka… czekałam na 12 tydzień jak na „zbawienie”, liczyłam, że wtedy niebezpieczeństwo poronienia znacząco spadnie. Udało się. Radość trwała niezbyt długo ponieważ na pierwszych badaniach prenatalnych okazało się, że mimo prawidłowego usg mamy wysokie ryzyko choroby genetycznej (jeszcze innej niż za pierwszym razem). Ta wiadomość mnie załamała- długo nie mogłam się pozbierać i oswoić z myślą, że moje dziecko może być chore… wyobrażałam sobie jak bardzo zmieni się nasze życie i ogarniał mnie lęk.
Nie chciałam korzystać z możliwości badań inwazyjnych w obawie, że mogłyby zaszkodzić dziecku, a nowoczesne badania nieinwazyjne i tak nie dały by całkowitej pewności- znów pozostawało więc czekanie…jedyne ukojenie przynosiła mi modlitwa różańcowa. Początkowo nie chciałam rozpoczynać nowenny pompejańskiej, ponieważ miałam pod opieką młodsze dziecko (zrezygnowaliśmy ze żłobka aby uniknąć dalszych chorób) oraz obowiązki domowe, w wyniku czego praktycznie nie miałam wolnego czasu. Rozumiałam jednak, że wszystko co może się wydarzyć łatwiej mi będzie przyjąć w zawierzeniu Maryi – rozpoczęłam nowennę pompejańską i pragnęłam wytrwać – może moja modlitwa nie wyglądała wzorcowo, ale była szczera. Nowenna pompejańska dała mi ukojenie – chciałam w takim stanie doczekać końca ciąży, mimo to każda wizyta w poradni ginekologicznej była stresująca.
W 33 tygodniu znów czekała mnie niespodzianka- okazało się, że szyjka macicy jest tak krótka, że mogę nie donosić ciąży do terminu, rozważano nawet podanie mi sterydów, które mogłyby przyspieszyć rozwój płuc dziecka, aby w razie przedwczesnego porodu miało szanse przeżyć. Na inne zabiegi było już za późno. Wtedy rozpoczęłam kolejną nowennę pompejańską, tym razem błagałam Maryję o łaskę donoszenia ciąży. Mój lęk sięgał zenitu, nie mogłam zrozumieć dlaczego spotykają mnie takie trudności, czułam, że po ludzku nie mam siły ich znosić- w tym czasie prowadził mnie różaniec, a gdy tylko pojawiały się złe myśli prosiłam Maryję aby przeprowadziła mnie przez tą ciemność. Oczywiście miałam wsparcie męża i rodziny, jednak serce ciągle pogrążone było w niepokoju. Ostatni miesiąc ciąży praktycznie przeleżałam w łóżku- im bliżej terminu tym bardziej ustępował lęk. Ostatecznie urodziłam zdrowe i silne dziecko w 40 tygodniu, co osobiście uznaję za cud. Sam poród był dla mnie również zaskakujący- trwał zaledwie 2,5 godziny podczas gdy pierwszy 14. Niesamowite było też to, że od razu po porodzie „stanęłam na nogi” I mogłam normalnie funkcjonować, podczas gdy ostatnim razem kilka tygodni leżałam w łóżku bo nie mogłam dłużej utrzymać się w pozycji pionowej. Tym razem już w dniu powrotu do domu mogłam bez większego wysiłku powrócić do domowych obowiązków i zajmowania się dziećmi.
Po tym wszystkim co przeżyłam głęboko wierzę w skuteczność nowenny pompejańskiej i wstawiennictwo Maryji. Nie potrafię zachować tej historii tylko dla siebie – być może osoba, która to przeczyta również znajduje się w podobnej sytuacji i gorąco pragnę zachęcić do zawierzenia swojego życia Maryji, najlepszej Matce, która doskonale wie przez jakie trudy przechodzi każda kobieta pragnąca macierzyństwa. W czasie dwóch ciąż odmówiłam trzy nowenny – zostałam wysłuchana i dziś mogę cieszyć się dwójką wspaniałych dzieci. Nowenna pompejańska przyniosła mi także pokój serca, starałam się powierzyć Maryji wszystkie lęki i niepokoje wierząc, że prośba która została Jej oddana nie pozostanie bez echa. I nie zawiodłam się.
Chwała Panu!