Ponad 10 lat temu zachorowałam na raka piersi. Był to dla mnie szok, miałam 33 lata i właśnie urodziłam dziecko. Czułam całkowity brak nadziei i rozpacz. Za sprawą bliskich osób zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską, inni też się za mnie modlili. Rozpoczęłam też nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.
Praktycznie od pierwszych dni nowenny pompejańskiej poczułam coś jakby blokadę na rozpacz, czułam nadzieję, że to jest ta droga i tam jest ratunek. W czasie mszy świętej, często na pierwszych sobotach, bardzo trafiały do mnie słowa z czytań i podnosiły mnie na duchu.
Przez wiele lat badania kontrolne wypadały w święta Maryjne, ostatni dzień nowenny pompejańskiej mojej mamy, która za mnie się modliła, pierwsze soboty. I nawet teraz po latach, gdy miałam pewną niepewność co do wyników badań, było to 13.10, w objawienie fatimskie. Wszystko dobrze się skończyło, a Matka Boża jest ze mną cały czas, i wierzę, że przez te daty dane znać, że ma wszystko pod kontrolą.
Dodam jeszcze, że podczas pierwszych miesięcy leczenia, pod szpitalem znalazłam obrazek z tajemnicami różańcowymi. Wierzę, że nie ma przypadków, i jestem bardzo wdzięczna Matce Bożej za opiekę i pomoc.
Wszystkim polecam różaniec, aby odzyskać nadzieję i oddać wszystko co trudne Matce Bożej. Ona zawsze znajdzie ratunek na nasze problemy, choćby wydawało się, że nie ma już nadziei, nie zostawi nas bez pomocy.