Przedstawiamy Państwu audiobook książki „Bartolo Longo. Od kapłana szatana do apostoła różańca”. Autor: Marek Woś. Lektor: Jacek Lecznar.
Książka ta pozwala poznać historię życia autora Nowenny Pompejańskiej, niedawno kanonizowanego przez papieża Leona XIV. Życzymy owocnego słuchania!
Cz. 11 – Przyjaźń z Marianną
Po uzdrowieniu z choroby Bartolo zamieszkał w domu Cateriny Volpicelli, stołując się u sąsiadki – hrabiny Marianny de Fusco. Wspólne posiłki z nią i jej pięciorgiem dzieci okazały się trudnym doświadczeniem dla samotnika, przyzwyczajonego do ciszy i modlitwy. Starał się jednak stosować zasadę ojca Ludovica: zamiast dysput i krytyki – dobry przykład, modlitwa i dyskretna rada w razie potrzeby. Z czasem coraz bardziej doceniał hart ducha Marianny, która mimo trudnego charakteru i trosk trzymała wspólnotę w ryzach. Jej opieka, zwłaszcza troska o zdrowie Bartola, pogłębiała ich więź przyjaźni. Nadal pojawiały się myśli o małżeństwie, lecz najbardziej pragnął pełnego oddania Bogu.
Wkrótce hrabina zwierzyła się z finansowych kłopotów: choć posiadała żyzne ziemie w Pompejach i okolicach, nieuczciwi dzierżawcy nie opłacali należności, problemem były też grasujące w tym regionie bandy. Bartolo zaproponował, że jako prawnik zajmie się zarządzaniem majątkiem. Mimo sceptycyzmu Marianny, w październiku 1872 roku wyruszył do Pompejów, planując szybkie uregulowanie dzierżaw. Nie wiedział jeszcze, że ta podróż na zawsze odmieni jego życie. Jak pisał później: „Opatrzność wzięła mnie za rękę, tak jak ktoś, kto prowadzi niewidomych i dzieci”.
Cz. 12 – Wyjazd do Pompejów
Bartolo przybył do Pompejów w październiku 1872 roku, eskortowany przez uzbrojonych ludzi z obawy przed bandami. Na miejscu zamieszkał w gospodzie i od razu udał się do kościoła. Widok świątyni wstrząsnął nim – była to kapliczka mała, zrujnowana, brudna, bez zakrystii i kościelnego, z proboszczem dojeżdżającym z sąsiedniej wioski.
Spotkany ksiądz Giovanni Cirillo opisał dramatyczny stan duchowy parafian: większość nie znała modlitw, przykazań ani katechizmu, a zamiast wiary chrześcijańskiej panowały przesądy i kult czarownic. Ludzie mylili prawdy wiary – jedni uważali św. Józefa za Boga Ojca, inni mylili Trójcę Świętą ze Świętą Rodziną. Kobiety mówiły o wielu „Maryjach” mieszkających w różnych kościołach. Zamiast lekarzy i sakramentów, wzywano czarownice, które „odczyniały uroki”. W najlepszym przypadku ograniczano się do przykładania pijawek lub pijano morską wodę.
Bartolo, widząc ten duchowy i społeczny upadek, był zdruzgotany. Zrozumiał, że choć miał się zająć zarządzaniem ziemią hrabiny, to Opatrzność postawiła przed nim o wiele większe zadanie: odnowienie wiary w całej dolinie.
Cz. 13 – Pierwszy cud w Dolinie
Bartolo Longo, po objazdach majątków hrabiny de Fusco, pogrążył się w refleksji nad nędzą duchową mieszkańców Doliny Pompejańskiej. Zmęczony i pełen wątpliwości wyszedł na spacer do lasu. Tam powróciły dręczące go wspomnienia z czasów spirytyzmu i konsekracji na kapłana świątyni Szatana. W głowie rozbrzmiewały szydercze głosy i przekonanie, że oddanie się na służbę Szatanowi jest wieczne i niezbywalne. Ogarnęła go rozpacz, poczucie bezsensu i pokusa samobójstwa.
Na polanie zwanej Arpaia, miejscu dawnych pogańskich kultów, Bartolo niemal ugiął się pod naporem ciemności. Wydawało się, że to koniec. Jednak w chwili największego zwątpienia, dzięki modlitwom wielu osób, rozbłysła w nim dominikańska myśl, że: „Kto szerzy różaniec, ten będzie zbawiony”. To zdanie przebiło się przez mroki jego duszy jak błysk gromu w ciemną noc.
Bartolo ukląkł i złożył Maryi uroczystą przysięgę, że nie opuści Pompejów, dopóki różaniec nie zatriumfuje w Dolinie Pompejańskiej. Natychmiast ogarnął go pokój, głosy złego umilkły na zawsze, a serce wypełniła radość. W tej samej chwili zabrzmiał dzwon na Anioł Pański – znak, że Bóg przyjął jego przyrzeczenie.
Cz. 14 – Szkoła różańca
Bartolo, zainspirowany obietnicą złożoną Maryi, szybko podjął działania. Zorganizował pierwsze wspólne nabożeństwa różańcowe, które ujawniły dramatyczną ignorancję religijną mieszkańców Pompejów. Wielu nie znało nawet podstawowych modlitw. Zrozumiał, że potrzeba gruntownej katechizacji. Wkrótce spotkał księdza Gennaro Federico, który podsunął mu pomysł przyciągnięcia ludzi przez zorganizowanie religijnego festynu z muzyką, loterią i fajerwerkami.
Niestety festyn w 1873 roku zakończył się fiaskiem – deszcz, zbyt trudne kazanie i nawałnica zniweczyły plan. Bartolo jednak się nie poddał. Rok później, w kolejnym roku, zorganizował drugi festyn. Kościółek został odnowiony, a mieszkańcy tłumnie uczestniczyli w zabawie i wracali do domów z różańcami i krzyżykami, które wylosowali na loterii. Ludzie zaczęli ufać Bartolowi, a Bractwo Różańcowe – nowa wspólnota w Dolinie Pompejańskiej – zaczęła zbierać pierwszych członków.
Od 2 listopada 1874 roku odbyły się dziesięciodniowe misje prowadzone przez trzech księży. Odniosły ogromny sukces – ludzie licznie słuchali kazań, modlili się na różańcu, zawieszali w domach obrazy Matki Bożej, spowiadali się i jednali z sąsiadami. Bartolo, widząc ten owoc, był wzruszony i sądził, że misja została zakończona. Nie wiedział jeszcze, że to dopiero początek wielkiego dzieła różańcowego.
Cz. 15 – Maryja nawiedza Pompeje
Pod koniec misji w Pompejach potrzebny był obraz Królowej Różańca, przed którym mogłoby formalnie zawiązać się Bractwo. Bartolo udał się do galerii w Neapolu, lecz cena 400 lirów okazała się zaporowa. Ojciec Albert przypomniał mu o innym obrazie przechowywanym u zakonnic. Gdy Bartolo go zobaczył, ogarnęło go rozczarowanie – płótno było zniszczone, dziurawe i nieudolnie namalowane. Mimo to, z braku czasu i innych możliwości, właśnie je zabrał do Pompejów.
Transport odbył się w kuriozalny sposób – woźnica położył pakunek na stercie gnoju, ponieważ nie wiedział, co on skrywa. Po dotarciu do Pompejów obraz wywołał zgorszenie – proboszcz i misjonarze nie chcieli nawet na niego patrzeć. Ostatecznie trafił do odnowienia u artysty malarza, który zażądał wysokiej zapłaty, lecz w końcu, poruszony celem dzieła, odnowił go bez wynagrodzenia.
W styczniu 1876 roku odnowiony obraz zawisł w zrujnowanym kościółku. Bartolo czuł ulgę – miał wrażenie, że misja została spełniona. Nie wiedział jeszcze, że Bóg pragnie w Pompejach czegoś więcej niż odnowionego wizerunku: nowej świątyni i wielkiego dzieła różańcowego, które odmieni oblicze całej Doliny.