To była pierwsza ukończona przeze mnie Nowenna Pompejańska. Przykro o tym mówić, ale dopiero poważna choroba była w stanie mnie zmotywować do wytrwania w modlitwie różańcowej przez 54 dni.
Zachorowałam na raka piersi i gorąco błagałam Maryję, bym nie musiała otrzymać chemioterapii jako części leczenia. Łaskawa Matka Boża i Nasza wysłuchała mojej prośby. Dla mnie był to cud!
Oprócz tego w trakcie choroby zyskałam ogromny spokój. Nie odczuwam strachu czy niepokoju o przyszłość, bo wiem, że nie jestem sama i wszystko w rękach Boga. Przekonałam się, że jeśli tylko się na to otworzymy, to Maryja będzie błagać za nami u Swego Syna. I nie zawiedzie nas. Najłaskawsza Maryjo dziękuję Ci za Twoją pomoc i matczyne wsparcie w niedoli!
Oby jak najwięcej osób korzystało z tej łaski. Nie trzeba być „świętym”, by sięgnąć po różaniec. A może można się takim stać w trakcie jego odmawiania?
Chwała Panu! Wdzięczna córka
Dwa ostatnie zdania to clou. Odmawiałam tę nowennę w grzechu ciężkim, wręcz niechlujnie, w BARDZO poważnej i ciężkiej sytuacji, właściwie bez wyjścia. W ciężkiej depresji. I zostałam uratowana. Maryja jest niesamowita.