Chciałabym podzielić się tym, co noszę w sercu, bo może ktoś jest dziś dokładnie w tym samym miejscu, w którym ja byłam. Pierwszą Nowennę Pompejańską zaczęłam w intencji pomocy w budowie domu. To był mój pierwszy raz – ogromne wyzwanie.
Małe dziecko, drugie w drodze, codzienność wymagająca ciągłej reorganizacji. Każde rozpoczęcie dnia z nowenną niosło ze sobą lęk: „To za dużo… nie dam rady… nie skończę.” To nie zadzieje się od razu. Wymaga cierpliwości, zaufania i obecności. I coraz mocniej czuję, że Matka Boża naprawdę czuwa nad tym projektem – spokojnie, po cichu, krok po kroku.
Drugą Nowennę Pompejańską rozpoczęłam zaraz po części błagalnej pierwszej – w intencji uwolnienia od lęku. Od kiedy pamiętam, każda trudniejsza myśl, rozmowa czy sytuacja wywoływała we mnie silny stres – uczucie narastającego gorąca od środka, bardzo nieprzyjemne, paraliżujące.
I tu wydarzyło się coś, co trudno ubrać w słowa. Już w trakcie odmawiania części błagalnej nowenny pompejańskiej poczułam realną zmianę. Jakby lęki, zmartwienia i negatywne myśli… po prostu zaczęły odpuszczać. Nie zniknęły „magicznie”, ale straciły nade mną władzę.
Dziś czuję ogromną wdzięczność, że w końcu się przełamałam i zaczęłam. Jeśli ktoś z Was stoi przed decyzją, boi się, myśli że „to nie na ten moment” albo „że nie da rady” chcę powiedzieć jedno: Maryja naprawdę prowadzi. Nie zabiera trudów, ale daje siłę, pokój i wytrwałość na każdy kolejny krok. Niech to świadectwo będzie zachętą.