Mam już 87 lat, pochodzę z Wilna. Należę do Apostolatu Nowenny Pompejańskiej oraz miejscowej grupy Żywego Różańca. Urodzona w Wilnie bardzo bliska jest mi Matka Boże Miłosierdzia (Ostrobramska), ale mamy wiele i wszystkie piękne wizerunki Maryi – podziwiam artystów w każdej dziedzinie (formie), którzy to wykonują. Odprawiłam kilka nowenn pompejańskich i wszystkie zostały wysłuchane. A jeżeli w „części” to zawsze z jakimś wnioskiem, przemyśleniam.
Moja śp. Mamusia nigdy nie rozstawała się z różańcem. Pamiętam (miałam 3-4 latka), kiedy w czasie nalotów bombowych uciekaliśmy do schronów które były po prostu wykopanymi dołami jeszcze bez zadaszenia. Moja czwórka rodzeństwa przytuliła się do Mamusi a mnie trzymała na ręku (z powodu ciasnoty). W ręce trzymała różaniec. A moja główka mogła widzieć powierzchnię ziemi. Widziałam jak bardzo wczesnym świtem prowadzono kolumnę ludzi z rękami do tyłu a obok nich maszerowali strzelcy. Wyglądało to jak teatr cieni. Spytałam Mamusię gdzie ich prowadzą? Na rozstrzelanie. Rodzice oswajali nas z tymi strasznymi przeżyciami.
Na szczęście wszyscy wojnę przeżyliśmy. A Ojciec po 7-miu latach przez PCK nas odnalazł – był jeńcem wojennym w Obozie w Norwegii.
Długie i często bardzo dramatyczne były dzieje naszego dzieciństwa. Także czasy powojenne (komunistyczne), represje w szkole za odmawianie modlitwy (groźbą usunięcia ze szkoły). Mój śp. Małżonek za AK (5 Brygada Wileńska), skazany został na 10 lat lagrów Kołyma. Nasze małżeństwo przeżyło wiele „Solidarność”, rewizja w domu itd… Długo by opisywać…
Przy tym wszystkim była modlitwa: Różaniec. To dzięki niemu, mój Mąż zdołał wrócić (choć schorowany) do Ojczyzny jako jeden z 10%, który przeżyli ten straszny obóz pracy.
Moja śp. Mamusia zmarła gdy miałam 10 lat. Kiedy złożona była w trumnie miała na ręce swój jedyny, drewniany, wysłużony różaniec. Chciałam go zachować dla siebie , ale mój Tatuś nie pozwolił. Teraz mam wiele pięknych i różnych różańców, również przepiękny pompejański. Często z okazji ważnego spotkania rodzinnego, ofiaruję różaniec. Wiem, że nie wszyscy mają go „na wierzchu” ale wiem, że różaniec leczy życie.
Mam trzy córki, trzy wnuki i pięć prawnuków i za nich też odmawiam Nowennę Pompejańską, albo „zwykły” Różaniec. Teraz też czas upływa mi z Różańcem, jest zawsze przy mnie, czy to pod poduszką, czy to okręcony na dłoni.