Moja siostra ma dwójkę dzieci. Z mężem sytuacja się nie układała, dużo pił, znęcał się nad rodziną psychicznie i fizycznie, żył nienawiścią do całej naszej rodziny. W końcu wystąpił o rozwód i się wyprowadził, zostawiając rodzinę.
Siostra starała się umożliwić dzieciom kontakty z ojcem, widzieli się z nim w weekendy i w święta. Czekała na pozew, który miał wpłynąć niebawem. Otóż wpłynął miesiąc przed planowaną rozprawą i okazało się, że jej mąż postanowił odebrać jej dzieci. Zapowiadała się ostra walka, nie zamierzał tego odpuścić. Siostra była przerażona i załamana. Czekaliśmy na rozprawę, a ja zaczęłam w intencji jej i dzieci odmawiać nowennę pompejańską. Łatwo nie było, czasami trudno mi było wypowiedzieć słowa modlitwy z powodu duszenia w gardle i mdłości, ale się nie poddawałam. Siostra dostawała od niego smsy w stylu „i tak odbiorę Ci dzieci”, „dzieci są moje”. W środę miała być rozprawa, w niedzielę zakończyłam część błagalną.
We wtorek – dzień przed rozprawą- siostra otrzymałam telefon od swojego prawnika, że mąż nie chce już dzieci, że chce polubownego załatwienia sprawy, że będzie płacił alimenty (przez pół roku, odkąd się wyprowadził, nie dał dla dzieci złotówki). Rozprawa to już była formalność. Dla mnie to jest prawdziwy cud i zawsze będę wdzięczna Najświętszej Pannie za interwencję i pomoc. Uratowała moją siostrę i dzieci przed rozstaniem, pewnie przed wieloma obraźliwymi słowami na sali sądowej, przed wizytami u psychologów sądowych, a same dzieciaki w końcu przed życiem na co dzień z brutalem i alkoholikiem. Wierzę, że nowenna pompejańska zmieniła wszystko. Zmieniła ich przyszłość na lepszą i piękniejszą. Podczas jej odmawiania czułam ogromny spokój i ufność. Warto się modlić i zaufać Matce Przenajświętszej.