Odmówiłam kilka nowenn pompejańskich. Dwie i pół w intencji mojego zdrowia w 2016 roku. W trakcie tej nowenny usłyszałam głos jaki będzie wynik badania. Niestety nie mogę tego potwierdzić, ponieważ badania nie wykonano do tej pory.
Lekarze ciągle mnie zbywają, ponieważ schorzenie jest trudne i trudno podjąć jakąś decyzję w tej sprawie. Uważają, że samo wykonanie badania nic nie zmieni i nie pomoże. Nie wiem czy, ktoś z odmawiających też tak ma, ale ja w każdej nowennie , słyszę głos kobiecy ,łagodny, kochający, który mi podpowiada co robić oraz namacalną i realną obecność Matki Bożej obok mnie. Jest to cudowne i trudne do opisania ludzkimi słowami uczucie. Uczucie, którego nigdy w sobie nie miałam i nie mam na co dzień. Jest tylko wtedy, kiedy pojawia się Matka Boża, czuję jej obecność i słyszę ją. Gdy zaczęłam pierwszą nowennę, wszystko się posypało. Było bardzo ciężko. Wiele trudności problemów w rodzinie, głównie z córką. Kiedyś w trakcie spowiedzi , wywiązała się rozmowa i ksiądz powiedział, żebym wytrwała mimo wszystko bo to się niedługo skończy. Jest lepiej ale nie do końca. W trakcie nowenny o moje uzdrowienie i rozwiązanie problemu w podjęciu decyzji w związku z moją chorobą, usłyszałam, że cudem jest to, że ja w ogóle jeszcze żyję. Kolejną nowennę odmawiałam w intencji, by parafia dostała dotację na remont naszego zabytkowego, pięknego kościoła.
Dotację przyznano. Kolejną w intencji naszego księdza proboszcza o siły i wytrwanie w posłudze kapłańskiej. Kolejną o dary ducha świętego dla moich lekarzy. Kolejną w intencji córki, by zdała maturę i egzaminy, mimo problemów, które ją spotkały i trwają od początku gimnazjum. Córka maturę zdała mimo tego, że w trakcie pandemii i nauki zdalnej prawie się nie uczyła. Egzaminy zawodowe zdała tylko w połowie. Niestety niewiele osób zdaje je w całości. Córka się nie przygotowywała do nich bo twierdzi, że i tak nie chce pracować w tym zawodzie, ekonomista, ani w biurze. Nie wie jeszcze co chce robić w życiu. W połowie nowenny w intencji matury córki, usłyszałam słowa, że mam pomodlić się o dary Ducha Świętego dla mnie. Bardzo one by mi pomogły tak myślę. Niestety nowennę przerwałam w 33 dniu odmawiania. Zachorowałam wtedy na covid. Zamierzam odmówić ponownie ale na razie mi to nie wychodzi. W 2014 roku nagle zmarł na wylew mój ojciec, z którym nie miałam dobrych relacji z powodu jego nałogu alkoholowego . Po jego śmierci zaczęły się dziać dziwne rzeczy w domu, za długo by to opisywać. Pomyślałam, że muszę coś z tym zrobić ale nie wiedziałam co. Przypomniała mi się wtedy znowu nowenna pompejańska a był to grudzień 2017 roku. Myślałam w jakiej intencji odmówić tą nowennę. Wieczorem, przeważnie zaczynam nowennę około 21 bo wtedy lepiej się czuję, wzięłam do ręki różaniec nie wiedząc dalej jaka ma być intencja.
Wtedy usłyszałam słowa odmów nowennę za dusze w czyśćcu cierpiące, głos kobiecy jak zawsze delikatny czuły. Drugi głos męski powiedział cytuję „Uwolnię dla ciebie 100 dusz z czyśćca” Nowennę odmówiłam ale było bardzo ciężko. Prawie dwa miesiące przespałam. Ta przypadłość występuje również w nasileniu mojej choroby . Wszystko mnie bardzo bolało całe ciało. Ból czułam dzień i noc byłam jak zamroczona. Można powiedzieć, że kontaktowałam wtedy dwie, trzy godziny na dobę, wtedy zajmowało mi tyle czasu odmówienie nowenny. Miałam świadomość, że ją odmawiam. Gdy zaczynałam zasypiać, cały czas, ktoś intensywnie szarpał mnie za ramię dopóki nie skończyłam modlitwy. Życie ziemskie wtedy dla mnie nie istniało. Po tej modlitwie dziwne rzeczy, które działy się w domu ustały. Myślę, że mój ojciec i inni dostąpili łaski zbawienia. Moje problemy zdrowotne nie zniknęły. Doszły jeszcze inne choroby. Aktualnie zmagam się z depresją, która nie reaguje na leczenie farmakologiczne, ponieważ mam zmiany w mózgu z powodu mojej choroby głównej jaką jest ogromne wodogłowie wrodzone, chociaż wciąż nie wiadomo czy jest to trafna diagnoza. Czekam z niecierpliwością na obiecane badania, które mają to potwierdzić ale lekarze dalej zbywają.
Nie wszędzie można je wykonać, tylko w kilku miejscach w Polsce. Do tego ogromne niemijające zmęczenie. Mam poważny kryzys, tracę wiarę, nadzieję, że coś się zmieni na lepsze. Odczuwam brak sensu życia. Kiedyś chodziłam do psychologa i jestem też po terapii, nic to nie zmieniło. Boli mnie również samotność, brak przyjaciół, znajomych. Pomaga mi obecność zwierząt w domu. Może ktoś, westchnie słowo w mojej intencji? Dziękuję za świadectwa, czytam je często.